tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Jeden z fenomenalnych

Młodzieniaszkiem już nie jest – niedawno skończył 55 lat – ale wciąż czeka na swój wielki sukces trenerski. A taki można odnieść tylko na poziomie reprezentacji. Ferdinando De Giorgi, który aż trzy razy wywalczył złoty medal na siatkarskich mundialach jako zawodnik, został właśnie szkoleniowcem aktualnych mistrzów świata.

Jeden z fenomenalnych

Młodzieniaszkiem już nie jest – niedawno skończył 55 lat – ale wciąż czeka na swój wielki sukces trenerski. A taki można odnieść tylko na poziomie reprezentacji. Ferdinando De Giorgi, który aż trzy razy wywalczył złoty medal na siatkarskich mundialach jako zawodnik, został właśnie szkoleniowcem aktualnych mistrzów świata.
(fot. PAP)

"Generazione di fenomeni" – tym określeniem, którego nie trzeba raczej tłumaczyć, posługują się Włosi opisując pokolenie zawodników, którzy dominowali na świecie w latach 90-tych. Zawodników, którzy wywalczyli niemal wszystko: trzy razy mistrzostwo świata, cztery razy Europy, wygrali Puchar Świata i aż ośmiokrotnie (!) Ligę Światową. O innych, mniej prestiżowych trofeach, nie ma nawet co wspominać. Do pełni szczęścia – jak wiadomo –zabrakło im tylko jednego: złotego medalu igrzysk olimpijskich. Dwa razy stawali na podium, ale srebro i brąz nie mogło ich usatysfakcjonować.

Ferdinando De Giorgi (fot. PAP) Jednym z członków tamtej fenomenalnej, włoskiej drużyny był Ferdinando de Giorgi. Fefe – jak nazywa go środowisko siatkarskie na Półwyspie Apenińskim – pochodzi z niewielkiej miejscowości położonej w Apulli. Biednym, ale też pięknym i pełnym słońca południowym regionie, wypełniającym obcas charakterystycznego włoskiego buta.

Z "nikczemnym" wzrostem 178 cm miał – w czasach przed libero – tylko jedną pozycję do wyboru, rozgrywającego, choć prowadzący go u progu kariery Zbigniew Zarzycki wspomina, że był bardzo skoczny i potrafił zaskakująco skutecznie atakować. Jego kariera daleka była od błyskotliwości. Do kadry powołany został dopiero w wieku 26 lat, ale trafił akurat na początek owego złotego okresu w dziejach włoskiej siatkówki. Mimo iż nigdy nie wyszedł poza rolę zmiennika, rozegrał w kadrze aż 330 spotkań (ostatnie już po 40-tce) i jest jednym z zaledwie czterech potrójnych mistrzów świata.

Jako trener ma na koncie tytuły mistrzowskie we Włoszech i Polsce, ale trudno nazwać go szkoleniowcem spełnionym. Bez wątpienia będzie mocno zdeterminowany, aby osiągnąć spektakularny sukces z ekipą biało-czerwonych. Tym bardziej, że nie doczekał się dotąd analogicznej propozycji z rodzimej federacji, co zawsze było jego marzeniem.

We Włoszech nie był specjalnie doceniany, nie udała mu się także "przygoda" w Rosji i dopiero osiągnięcia w pracy z ZAKSĄ pozwoliły mu przystępować do konkursu na trenera polskiej kadry z silną kartą przetargową.

(fot. Getty) To będzie jego pierwsza praca w roli selekcjonera, ale brak reprezentacyjnego doświadczenia w przypadku osoby z tak wielkim bagażem doświadczeń nie powinien stanowić problemu. Zwłaszcza, gdy przypomni się punkt startu jego poprzednika. Wybór De Giorgiego nie jest, jak w przypadku Antigi, ryzykownym eksperymentem, który nota bene okazał się, przynajmniej na początku, strzałem w dziesiątkę.

Tym razem decydenci Polskiego Związku Piłki Siatkowej zastanawiali się długo i w końcu wybrali kandydata od początku uważanego za jednego z faworytów. Przede wszystkim ze względu na znajomość realiów naszej siatkówki i ocenę tego, co robi w Kędzierzynie Koźlu. Mechanizm, że trener klubowego mistrza kraju zostaje następnie selekcjonerem reprezentacji, jest w końcu jak najbardziej logiczny.

Jego wybór oznacza powrót – po trzyletnim "okresie francuskim" – do włoskiej szkoły szkoleniowej. Szkoły, którą reprezentował nie tylko Andrea Anastasi, ale także mocno związani z Italią Argentyńczycy – Raul Lozano i Daniel Castellani. Z Lozano Fefe ma zdaje się sporo cech wspólnych i nie chodzi tu o wzrost (różnica między nimi to aż 10 cm na korzyść Włocha!), ale raczej styl pracy.

Antiga uchodził za szkoleniowca-kumpla, inna sprawa, że chyba nie do końca słusznie, a z De Giorgim zapewne wiele spraw się zmieni. Jednak to nie styl i organizacja pracy kadry będą się liczyły przy ocenie jego pracy, tylko oczywiście wyniki.

Posada trenera reprezentacji Polski jest w świecie siatkówki bardzo pożądana. Jak wiadomo chęć jej objęcia zgłosiło kilkunastu szkoleniowców. Samych dobrych lub nawet bardzo dobrych szkoleniowców, choć nie aż tak cenionych i utytułowanych jak Bernardo Rezende, Hugh McCutcheon czy Władimir Alekno.

Spośród tych, którzy się zgłosili, być może też wybrałbym De Giorgiego. Trenera, który po przyjeździe do naszego kraju nauczył się szybko trzech wyrażeń w języku polskim: "dzień dobry", "dziękuję" i... "jeszcze raz". Bo chciał od razu wiedzieć jak na treningu nakazać zawodnikowi powtórzenie ćwiczenia.

najnowsze opinie

Piotr Jagiełło Wolna sobota. Fonfara jak Lennox Lewis

Rafał Rostkowski Dlaczego polscy sędziowie pomogli anulować gola Ajaksu

Piotr Sobczyński Karnawał i post

Jacek Dąbrowski Więcej światła