tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Na grani życia i śmierci. Adam Bielecki dla SPORT.TVP.PL

Moim celem nie jest bycie dobrym himalaistą, ale starym himalaistą – mówi Adam Bielecki, jeden z najlepszych wspinaczy XXI wieku, który jeszcze tej zimy planuje wejście na K2, ostatni niezdobyty o tej porze roku ośmiotysięcznik świata.
Adam Bielecki o K2
Adam Bielecki to pierwszy zimowy zdobywca ośmiotysięczników Gaszerbrum I i Broad Peak (fot. Jan Bogacz)

APLIKACJA TVP SPORT – JAK POBRAĆ?


"Spod zamarzniętych powiek" (fragment książki)

Wizerunek “lodowego wojownika z dreadami” to magnes także dla ludzi spoza środowiska górskiego (fot. archiwum A. Bieleckiego) Przychodzi na wywiad... z alpejskim plecakiem wypełnionym sprzętem.

– Nie, nie mam czekana – mówi z uśmiechem
– To tylko sprzęt do wspinania, buty do biegania, bo cały czas pracuję nad formą.

Wizerunek "lodowego wojownika z dreadami" to magnes także dla ludzi spoza środowiska. Nazwisko od trzech lat dla wielu pozostaje jednak kontrowersyjne. Kierowane są oskarżenia, iż nie pomógł dwóm uczestnikom wyprawy, którzy zginęli w trakcie zejścia ze szczytu. Z jednego z dwóch zdobywców szczytu stał się głównym winowajcą, odsądzanym od czci i wiary przez anonimowych użytkowników portali internetowych. Tragedia nie tylko podzieliła środowisko alpinistyczne w Polsce, ale także sprowokowała debatę o granice podejmowanego w górach ryzyka, odpowiedzialności za siebie i partnerów wyprawy. W biografii "Spod zamarzniętych powiek" rozlicza się z Broad Peak, pisze o początkach drogi do najwyższych szczytów świata, ale także zdradza dużo szczegółów kuchni ekstremalnej pasji.

Cezary Korycki, SPORT.TVP.PL: – Dredy troszkę zostały skrócone, ale charakterystyczna czapka została… Talizman?
– Robi ją mama. Obiecała, że na każdą wyprawę będzie mi robić nową. Te czapki na aukcjach charytatywnych osiągają zawrotne sumy. Kolory są fajne, pozytywne, więc pasuje także i mnie.

– Sporo zmian w twoim życiu. Pojawiło się dziecko, wyniosłeś się z industrialnych Tychów na wielkopolską prowincję. Czy tam są jakiekolwiek skałki?
– O ironio, to najbardziej płaskie miejsce w kraju, wielkopolska wieś przez małe “w”. Tak naprawdę to z miłości się tam przeprowadziłem, żona pochodzi z tamtych stron. Zawsze mówiłem: mogę mieszkać albo w centrum wielkiego miasta, albo na końcu świata. Po wyjeździe z Tychów na studia, przez 11 lat żyłem w centrum Krakowa, teraz mieszkam w Łopuchowie.

Adam Bielecki w latach 90. i korki, które nie służyły do gry w piłkę (fot. archiwum Adama Bieleckiego)

– Marzeniem dzieci transformacji były koszulki piłkarskie wielkich klubów i "ruskie" korki sprowadzane z krajów byłego ZSRR. Też miałeś korki, ale nie byłeś typowym nastolatkiem.
– Tak, ja w korkach obcinałem... korki i wykorzystywałem je jako buty do wspinaczki. Moje pierwsze uprzęże były z pasów samochodowych, a haki tata robił ze stali narzędziowej na tzw. zginarce w kopalni, gdzie pracował. I faktycznie moimi idolami nie byli piłkarze. Byli nimi od zawsze himalaiści.

– Ta fascynacja jest świetnie opisana w książce, ale nie ma w niej jednej bardzo istotnej odpowiedzi. Co jest dla wspinacza największym sukcesem? Bogactwo alpinistycznego CV, zaliczone szczyty?
– To, że możemy rozmawiać , czyli że jestem nadal cały i zdrowy. Pomimo odmrożeń nie mam żadnych ubytków. Jeżeli pytasz o sukcesy sportowe, to bardzo trudno mi rozróżniać wyprawy. Każda była ważna, przez 20 lat wspinania sukcesów i porażek nagromadziło się całkiem sporo. Najbardziej satysfakcjonujące są wejścia zimowe, one są najbardziej spektakularne. Ale fajnie też wspominam swoje pierwsze wejście na ośmiotysięcznik Makalu, no i K2 latem. Co więcej, doskonale pamiętam wyprawę na Kanczendzongę, choć nie wszedłem na szczyt, co jest dowodem na to, że "szczyt" w tym wspinaniu nie musi być najważniejszy.

– O sukcesach opowiada się łatwo. Co powiesz o porażkach?
– Mówi się o nich na pewno trudniej… Jeżeli odnosimy sukces to nie szukamy niczego co moglibyśmy poprawić, nie wyciągamy wniosków. Porażki uczą wiele. Podchodzę więc do nich jak do szansy na naukę.

– Bilans masz jednak dodatni. Zmierzasz konsekwentnie do miana najwybitniejszego polskiego himalaisty XXI wieku.
– Myślę, że za wcześnie, by mnie takim mianem określać. Jestem na początku drogi, a biorąc pod uwagę wymogi gór wysokich moje 34 lata to naprawdę niewiele.

Adam Bielecki o Broad Peaku

– Co jest miarą wielkości himalaisty?
– To samo, co miarą wielkości człowieka. Nie chcę być definiowany przez pryzmat sukcesów górskich. Istotniejsze jest kim bywam dla rodziny, przyjaciół, innych ludzi. Najważniejsze w tym wszystkim nie są góry, ale to co na mnie czeka kiedy z nich wracam. To mnie definiuje jako człowieka i to definiuje bardziej niż wspinanie. Poza tym moim celem nie jest bycie dobrym himalaistą, ale starym himalaistą. Nie ten jest dobrym wspinaczem, kto pokonuje najtrudniejsze drogi, ale ten, kto ma z tego najwięcej satysfakcji. Element sportowy to tylko jeden z czynników.

– Reinhold Messner odmówił w 1988 roku w czasie igrzysk w Calgary przyjęcia specjalnego orderu olimpijskiego MKOl przekonując, że to co robi to twórczość i nie ma to nic wspólnego ze sportem. Jerzy Kukuczka przyjął odznaczenie mówiąc, że gdyby nie aspekt sportowy to wcale by się nie wspinał.

– Rozumiem i Reinholda, i Jurka. Aspekt sportowy wspinania jest bardzo ważny. Ale aspekt duchowy, estetyczny i relacji międzyludzkich jest równie istotny w moim chodzeniu po górach. Nie można tego ograniczać tylko do jednego wymiaru, zresztą – jedno drugiego nie wyklucza.

– Jeżeli zatem sport, to indywidualny czy zespołowy? Na kartach historii zapisywane są tylko nazwiska zdobywców.

– To sport zespołowy. Próbuje walczyć z tym, że nie pamiętamy tych, którzy pomagają zdobywcom. Moje sukcesy w górach, na przykład wejście na Gaszerbrum I, to nie był sukces Janusza Gołąba i Adama Bieleckiego, ale też Artura Hajzera, Shaheena i Alego, czyli pomagających nam Pakistańczyków, wreszcie mojej siostry, która była kierownikiem bazy. Himalaizm to zdecydowanie sport zespołowy.

Panorama Karakorum. Masyw jest największym wyzwaniem dla każdego alpinisty (fot. Reuters)

– Aspekt zespołowy i wymiar sportowy będą bardzo ważne zimą 2018 roku. K2 czeka na zdobywców, a polski himalaizm na sukces stulecia.
– Tak! Polacy zaczęli pięknie od pierwszego wejścia zimowego na Mount Everest Leszka Cichego i Krzysztofa Wielickiego (w roku 1980 - przyp. red.). Fajnie zakończyć górą najtrudniejszą, skoro zaczęliśmy od najwyższej. Gdyby Polakom udało się wejść na K2, to byłoby to idealne zamknięcie pewnego rozdziału eksploracji gór najwyższych.

– Spośród najwyższych to góra najtrudniejsza?

– K2 to ogromne wyzwanie. Taka wyprawa jest jak puzzle, żebyśmy mieli jakiekolwiek szanse to wszystkie elementy muszą być na swoim miejscu. Dostałem zaproszenie do wyprawy narodowej planowanej na zimę 2018. Lada moment spróbujemy, ale na pewno nie będzie to łatwe.

– K2 zaczyna się tam, gdzie kończy Nanga Parbat, czyli przedostatni zdobyty zimą ośmiotysięcznik...

– Może się wydawać, że K2 jest tylko o 600 metrów wyższe, niż ośmiotysięczniki, na które przecież wszedłem zimą. Taka odległość na tej wysokości robi jednak kolosalną różnicę. Widzę ogromną przepaść między "niskimi" ośmiotysięcznikami – Gaszerbrumem i Broad Peakiem, a "wysokimi" takimi jak K2 i Makalu. Tempo poruszania na 8 tysiącach wysokości latem i zimą jest też zupełnie inne. Jeżeli zsumujemy te dwa czynniki, to okaże się że wierzchołek K2 zimą jest najbardziej nieprzyjaznym miejscem na ziemi, może poza wnętrzem wulkanu lub rowem mariańskim.

Wierzchołek K2 zimą jest najbardziej nieprzyjaznym miejscem na ziemi, może poza wnętrzem wulkanu lub rowem mariańskim. Adam Bielecki o drugim najwyższym szczycie ziemi

– Ostatni obóz przed K2 będzie na wysokości wierzchołka Broad Peak czy Gaszerbrum I...
– Na tej wysokości nie mogłem ani wyciągnąć termosu z herbatą, ani zrobić zdjęcia z polską flagą. Nie wiem jak tam rozbiję obóz i będę wspinał się do szczytu. Ale nadzieja jest, byłem na K2 latem i wiem, że szybkie działanie będzie kluczowe.

– Amerykanie stanęli na Księżycu w 1969 roku, a dopiero w 2011 pierwszy obywatel tego kraju zdobył ośmiotysięcznik zimą.

– W Karakorum na tej wysokości średnia temperatura zimą wynosi minus 50, średnia prędkość wiatru od 150 do 200 km/h. To podmuch, który zwiewa człowieka z grani. Wiatr jest główną przeszkodą w zdobywaniu ośmiotysięczników. Wolę się wspinać przy minus 50, ale przy wietrze 10 km/h, niż mając temperaturę minus 25 przy wietrze 80 km/h. W Karakorum zimą paradoksalnie jest mniej śniegu niż latem. Jest lód i goła skała, zatem wspinaczka jest o wiele trudniejsza.

– Ciebie należy przekwalifikować z himalaisty na “karakorumistę”, czyli stworzyć nowe pojęcie. Kochasz ten masyw górski?

– Rzeczywiście, trzy razy z rzędu jechałem do Pakistanu, lubię Pakistan, lubię ten kraj, lubię masyw Karakorum. Mam wrażenie, że warunki są tam dużo surowsze, większość szczytów jest trudna, są ładne i strzeliste. W Himalajach większość gór, równie wysokich jak w Karakorum, ma bardzo rozległe, może łatwiejsze technicznie grzbiety. Ale nie powiedziałbym, że wolę Karakorum... Nepal też jest fantastycznym krajem, będę jeździł na pewno także w Himalaje.

– Ale chyba nie wybierasz się na komercyjny Mount Everest?

– Nie jest tak do końca, planowałem wytyczyć nową drogę na tej górze, ale złamałem rękę. Everest pociąga bardzo. Chcę pokazać, że nawet tam można znaleźć przygodę. Jest powszechne przekonanie, że to komercja i jak zapłacisz, to cię wniosą, krążą legendy o kolejkach do szczytu. Z kolejkami to prawda, że komercjalizacja to prawda, ale że możesz być wniesiony – to nieprawda. Jeżeli będziemy tam zimą, to będziemy jedyną wyprawą na miejscu. Jeżeli pojedziemy na wschodnią ścianę Kangszung, to będziemy jedyną wyprawą na tej ścianie.

K2 został przez Bieleckiego zdobyty latem. Pierwsze w historii wejście zimowe nadal czeka (fot. archiwum Adama Bieleckiego)

– Mówisz że himalaizm się zmienia. Jeszcze w latach 80. Jerzy Kukuczka wspinał się dzięki zakładom Aviotex, wyposażony w namiot szturmowy "Giewont" z aluminiowymi rurkami...
– Świat się zmienia, technologia się zmienia. Ale czuję więź ze starszym pokoleniem. Mówiłem o korkotrampkach, ale przecież na pierwszą wyprawę w Tienszan jechałem w tzw. skorupach, podobnych do butów jakich używał Kukuczka i Artur Hajzer. Były ciężkie i zimne, nie chroniły przed odmrożeniami. Większość himalaistów tamtych lat ma ubytki w kończynach, ja na szczęście wszystkie palce mam na miejscu. Kluczowe są teraz nowoczesne prognozy pogody, dzięki czemu nie tracimy tak dużo sił w walce w niekorzystnych warunkach pogodowych, spalanie się w nieudanych atakach. Sprzęt też jest lżejszy i cieplejszy.

– Teraz nagrywasz przejścia kamerą na kasku i… robisz wideoblogi na szczycie!

– Sprzęt się zminiaturyzował, stał się dostępny cenowo i możemy nagrywać nawet na wysokości 8000 metrów. Wkręciłem się w filmowanie, to ważny element wypraw, ale to nie jest łatwe. Żaden himalaista nie będzie zachwycony, jeżeli poproszę o powtórzenie ujęcia, a baterie zamarzają. Na takiej wysokości to jest wideofilmowanie ekstremalne.

– A transmisja z ataku szczytowego?

– Nierealne! Zimą bateria działa 30 sekund. Mam sprawdzoną technikę, wyciągam aparat taśmą spod kurtki, robię kilka zdjęć, nagrywam krótki filmik i... aparat przestaje działać.

– Na twojej stronie i dzięki kodom QR także w książce można obejrzeć nagrania z najważniejszych wypraw. Także to jedno z ostatnich, z kolegami z Broad Peak.

– Te nagrania mają dla mnie ogromną wartość sentymentalną i pewnie nie tylko dla mnie.

Adam Bielecki o fali hejtu

– Broad Peak wraca w każdym wywiadzie. W książce dość dokładnie wyjaśniasz co tam się stało. To rozliczenie ze sprawą i postawienie kropki?
– Nie traktuje tego jak rozliczenia, ale jako podsumowanie i zamknięcie tematu z mojej strony. Wyprawa będzie zawsze w mojej pamięci i chłopcy zawsze będą w mojej pamięci. Opisane natomiast też jest to, co działo się po powrocie do kraju. Coś czego się nie spodziewałem. Zarzuty, nie stawiane "twarzą w twarz", ale w mediach. I ta fala hejterskich komentarzy w internecie…

– Tragedia na Broad Peak nauczyła nas wiele o społeczeństwie.

– Jeżeli ktoś chciałby wyrobić sobie zdanie o ludzkości na podstawie komentarzy, które pisane są w Internecie, to wyrobiłby sobie fałszywie. Ludzie nie są tacy. To wina anonimowości, ona odsłania naszą ciemną stronę. Wiem, że ludzie tacy nie są. W świecie wirtualnym spotykałem się z oskarżeniami i hejtem, a jeżdżąc na spotkania z nieznajomymi, np. podczas prelekcji, spotykałem się z ogromnymi wyrazami życzliwości i wsparcia. To było jak rozdwojenie jaźni. Są dwa światy, ale ważniejszy jest ten realny.

– Broad Peak to była szkoła życia i… przeżycia na wysokości 8000 metrów. Jakie wnioski?

– Dowiedziałem się jaka może być cena ambicji. Był taki moment na przedwierzchołku Broad Peak – Rocky Summit, kiedy Krzysiek (Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy – przyp red.) wyraźnie sugerował, żeby zawrócić, a Maciek (Berbeka, który zginął w trakcie schodzenia ze szczytu 6 marca 2013 r. – przyp. red.) wziął czekan i zaczął się wspinać. Wcześniej mówił nam: przyjechaliśmy po to, żeby wejść na tę górę. Później także ja sugerowałem, żeby zawrócić. Miałem ogromne zaufanie do Maćka. Dziś wiem, że nasza ocena sytuacji może być lepsza, niż największych autorytetów. Zrozumiałem czym jest gorączka szczytowa. Teraz wiem, że czasami warto zawrócić i zawrócić innych. Później, dzięki doświadczeniu z Broad Peaka udało się uratować swoje życie, a może i życie innych. Na Kanczendondze powiedziałem twarde „nie” i odpuściłem atak szczytowy.

– Jakie plany na wiosnę, przed obfitującym w wyzwania rokiem 2018.

– Moją obsesją jest wytyczenie nowej drogi na ośmiotysięczniku w lekkim stylu alpejskim. Ostatnia taka droga została otwarta w roku 1996.

– Później przygotowania do K2. Ponownie będziecie aklimatyzować się na wulkanie w Ameryce Południowej?

– Tak, aklimatyzacja na innym kontynencie, na dużej wysokości, to coś co bardzo mi odpowiada. Ostatnim razem, przed zdobyciem Nanga Parbat, byliśmy z Jackiem Czechem bardzo silni. Na razie jednak nie wiem jaka będzie taktyka tej wyprawy.

Zrozumiałem czym jest gorączka szczytowa. Teraz wiem, że czasami warto zawrócić i zawrócić innych. Bielecki o tragedii na Broad Peak

– Ostatnio zdobywałeś z pacjentami oddziałów onkologicznych Kalatówki i Kasprowy Wierch.
– Jestem zapraszany do udziału w akcjach charytatywnych. Wstrząsają mną takie spotkania, są inspirujące. Okazuje się, że to ci ludzie są dla mnie, a nie ja dla nich. Osoby, które "dotknęły" spraw ostatecznych, musiały skonfrontować się ze śmiercią. Kontakt z podopiecznymi fundacji "Pokonać raka" jest bardzo ważny. Rak to nie wyrok, w okresie leczenia lub remisji można nadal być aktywnym.

– Inspirujesz pozytywnym podejściem do życia i świata. Co mówisz tym, którzy mają do zaliczenia "Himalaje" codziennych, często poważnych problemów?

– Jeżeli jest coś, przy czym tracisz poczucie czasu, nieważne co – malowanie, sport, jakakolwiek aktywność, to trzymaj się tego. Życie śmiertelnika często nie ma większego sensu. Ten sens trzeba nadawać mu samemu...

Recenzja biografii. Bielecki podzieli los Pawłowskiego...

(fot. Jan Bogacz TVP)
(fot. Jan Bogacz TVP)
(fot. Jan Bogacz TVP)
(fot. Jan Bogacz TVP)
(fot. Jan Bogacz TVP)
(fot. Jan Bogacz TVP)
(fot. Jan Bogacz TVP)
(fot. Jan Bogacz TVP)

najpopularniejsze

Peru – Nowa Zelandia 2:0. Znamy ostatniego finalistę MŚ

MŚ 2018: znamy komplet finalistów. Kto w którym koszyku?

Właściciel Atletico chciał Złotą Piłkę. Kupił od... Ronaldo

Lewandowski kupił apartament w centrum Warszawy. Zobacz jak mieszka [foto]

MŚ 2018: Szwedzi chcą trafić na Polskę