tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Szokująca prawda o absencji Cruyffa na mundialu ‘78

Mistrzostwa świata w Argentynie odbyły się bez udziału największej gwiazdy piłki lat 70. – Johana Cruyffa.
Johan Cruyff (fot. Getty Images)

Zespół prowadzony przez Austriaka Ernsta Happela zdobył w Argentynie wicemistrzostwo świata, ale w kadrze Holendrów zabrakło Cruyffa, najlepszego piłkarza mundialu ’74 i trzykrotnego zdobywcy Złotej Piłki. Dopiero po latach, w swojej książce „Johan Cruyff. Autobiografia” (Wydawnictwo Literackie) dowiadujemy się co stało za decyzją wybitnego piłkarza. Cruyff bał się o bezpieczeństwo swojej rodziny, która niewiele wcześniej została napadnięta w domu w Barcelonie. O całej sytuacji czytamy we fragmencie książki udostępnionej przez polskiego wydawcę specjalnie dla SPORT.TVP.PL.

***

Mimo cudownych doświadczeń w 1974 roku i tego, że w kolejnych sezonach w Barcelonie grałem na wysokim poziomie, postanowiłem nie jechać na finały mistrzostw świata w 1978 roku. Z początku miałem wątpliwości, chociaż zawsze sądziłem, że skończę karierę w 1978 roku. Jeśli spytacie dlaczego, odpowiem, że nie mam zielonego pojęcia. Zejście z boiska w wieku trzydziestu jeden lat chodziło mi po głowie od czasów, kiedy byłem chłopcem. Dlatego myślę, że mógłbym nie zmobilizować się na tyle, by zasłużyć na miejsce w kadrze, wiedząc, że potem wszystko się skończy. Po rozczarowaniu mistrzostwami Europy w 1976 roku, z których odpadliśmy po koszmarnym półfinale, te wątpliwości zaczęły rosnąć. Pozytywne uczucia wróciły na chwilę w 1977 roku. Reprezentacja zagrała kilka wspaniałych meczów przeciwko Anglii i Belgii, a ja zacząłem się poważnie zastanawiać, czy nie skorzystać z okazji wyjazdu do Argentyny latem kolejnego roku z tak silną drużyną.

Johan Cruyff (fot. Getty) Później wydarzyło się coś strasznego. Był 17 września i oglądałem mecz koszykówki w naszym domu w kompleksie mieszkaniowym w Barcelonie; dzieci były w swoim pokoju. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi — wydawało mi się, że to kurier z przesyłką. Jednak w progu zobaczyłem mężczyznę, który przyłożył mi pistolet do głowy i kazał Danny i mnie położyć się na brzuchu.

Próbowałem z nim rozmawiać. „Chcesz pieniędzy? Czego chcesz?” Skrępował mnie, a ponieważ zamierzał też przywiązać mnie do jednego z mebli, musiał na chwilę odłożyć pistolet. Wtedy Danny zerwała się szybko i wybiegła z mieszkania. Ten drań pobiegł za nią. Zdołałem się uwolnić i chwyciłem jego pistolet. Było tyle krzyku, że w całym budynku zaczęły się otwierać drzwi. Mężczyzna został szybko zatrzymany.

Później odkryto przed naszym domem vana z materacem, wszystko wskazywało więc na zaplanowaną akcję — w tamtych czasach często dochodziło w Hiszpanii do podobnych przestępstw. Nie wiem nic o motywach mężczyzny — nie interesowały mnie one, nigdy nie próbowałem ich poznać. Liczyło się tylko jedno — to, że tego faceta nie ma już w naszym życiu.

Przez kolejne sześć miesięcy żyliśmy pod ochroną policji. Towarzyszyła nam, kiedy podróżowałem, kiedy zawoziłem dzieci do szkoły, kiedy jechałem trenować albo grać z Barceloną. Niedaleko zawsze znajdował się samochód policyjny — w zasięgu wzroku albo za mną, kiedy jechałem sam. Policjanci każdej nocy spali w naszym salonie. Atmosfera wydawała się nie do zniesienia. Stres był tak silny, że nie mogłem go już wytrzymać. Nie wolno mi było nawet podzielić się z kimś tym przeżyciem. Policjanci prosili mnie nieustannie, żebym o tym nie rozpowiadał, bo inni szaleńcy mogą wpaść na podobne pomysły.

W takiej sytuacji nie wyjeżdża się na drugi koniec świata, zostawiając rodzinę na osiem tygodni, więc nie było mowy o tym, żebym poleciał do Argentyny z reprezentacją Holandii. Jeśli grasz w mistrzostwach świata, musisz być w pełni skoncentrowany. Jeśli coś cię rozprasza lub masz jakiekolwiek wątpliwości, nie powinieneś jechać. Nic dobrego z tego nie wyniknie.

Selekcjoner Holandii Ernst Happel zadzwonił do mnie porozmawiać o mojej decyzji, ale nie wahałem się ani chwili. W związku z tym, że kazano mi milczeć na temat próby porwania, powiedziałem Happelowi, że nie jestem w odpowiednim stanie fizycznym ani psychicznym, żeby grać w tak ważnym turnieju. Nie sądzę, by dał się przekonać. Happel był doskonałym sportowcem i uważał zapewne, że tak ważnej imprezy nie wolno opuścić, ale nie mogłem powiedzieć mu całej prawdy. Później zaczęła się ogólnonarodowa kampania "Przeciągnąć Cruyffa na drugą stronę". Wysyłano mi torby pocztowe wypełnione listami od holenderskich fanów, błagających, żebym zmienił zdanie i poleciał z Oranje na turniej. Ale bezpieczeństwo mojej rodziny musiało być na pierwszym miejscu. Po próbie porwania ani przez chwilę nie miałem wątpliwości w sprawie Argentyny. Nie mogło być mowy o wyjeździe. Tylko szaleniec zostawiałby bliskich po takich przejściach.

Johan Cruyff (fot. Getty) Niestety, próby porwań trwały dalej i chociaż nie dotyczyły już naszej rodziny, czuliśmy się zagrożeni. W Walencji uprowadzono jakąś dziewczynę, a Danny i ja dowiedzieliśmy się też, że porywacze wiedzą, że mamy dzieci i chcą nas odwiedzić. Dla bezpieczeństwa kupiliśmy dwa dobermany i wszyscy przeszliśmy szkolenie, jak radzić sobie z nimi. Policja doradzała, żebyśmy się ich pozbyli, „bo wyobraźcie sobie tylko, co się stanie, jeśli zaatakują intruza”. Odpowiedziałem, że właśnie dlatego je mamy.

Ostatecznie więc nie pojechałem na mistrzostwa świata i patrząc na to z perspektywy lat, wiem, że straciłem okazję zakończenia kariery, gdy byłem na szczycie. Kiedy Holandia znów dotarła do finału przeciwko gospodarzom, telewizja BBC zaprosiła mnie do studia jako eksperta. Bardzo przeżywałem ten mecz. Po utracie gola w trzydziestej ósmej minucie wskutek nieudanego wejścia obrońcy i po tym, jak sędzia nie podyktował karnego w drugiej połowie, wyrównaliśmy pod koniec spotkania i trafiliśmy w słupek w ostatniej minucie, tylko po to, żeby przegrać 1:3 w dogrywce.

Kiedy patrzyłem na ten mecz, przez głowę przebiegła mi myśl, że mogłem tam być i zakończyć karierę jako mistrz świata. Mogłem. Nieczęsto zdarza mi się tak rozmyślać, ale wtedy rzeczywiście nie dawało mi to spokoju. Wiedziałem, ile mógłbym zrobić, gdybym tam był, ale miałem też świadomość, że nie wolno mi było zostawić rodziny. Nie potrafiłbym tak postąpić.

Czy wygralibyśmy, gdybym zagrał w tym meczu? Całkiem szczerze mówiąc, sądzę, że mogłoby się nam udać. Udowodniliśmy to w poprzednim roku na Wembley, kiedy pokonaliśmy Anglię 2:0, a następnego dnia nagłówki brzmiały: A Total Sight of Football Delight (Totalny obraz cudownego futbolu). To piękne zdanie, którego nigdy nie zapomniałem. Czułem nawet, że jako drużyna zrobiliśmy postęp w stosunku do 1974 roku. Mogłem pozostać jej częścią, ale postanowiłem inaczej. Wtedy w BBC przyłapałem się na myśleniu: cholera, naprawdę chciałbym tam być. Wszystko to było bardzo dziwne i dość smutne.

Ze względu na to, że historia z próbą porwania musiała pozostać tajemnicą, moja żona znów przeżywała ciężkie chwile. Tak jak w 1974 roku o kłótnię przez telefon, tak przed finałem w 1978 roku została oskarżona o to, że jest odpowiedzialna za moją odmowę gry w Argentynie. To naprawdę niewiarygodne. Jeśli kiedykolwiek istniała żona piłkarza, która nie poszukiwała rozgłosu, była nią Danny. A tu obwiniano ją o prawie wszystko, co się działo. Nie mówiłem o tym przez cztery dekady, mimo że wciąż regularnie wyciągano te plotki. Czuliśmy się tak, jakby nasza rodzina co chwila dostawała w twarz. Po niemal trzydziestu latach, kiedy wszystkie dzieci odeszły z domu, postanowiłem powiedzieć prawdę. I tyle. Koniec kropka. Ale wciąż jeszcze mam się na baczności, gdziekolwiek jestem, na wypadek gdyby prasa podsłuchiwała. We własnym domu bałem się otwierać usta. Musiałem nauczyć się żyć z takim stresem — widocznie tak już musi być.

Legendy futbolu – Johan Cruyff

najpopularniejsze

Walka, której nie było. 17 lat od Tyson vs Gołota

"PS": Heynen chce zostać selekcjonerem reprezentacji Polski siatkarzy

Golfistka zaproszona na prestiżowy turniej. Wcale nie za wyniki

Angielskie media: Mesut Oezil przeniesie się na Old Trafford

Liga Mistrzów: bramkarz, który nie broni. 11 lat bez czystego konta