tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Zachwiane proporcje. Schalke kroczy drogą Borussii Dortmund

Hierarchia w Zagłębiu Ruhry była w ostatnich latach prosta. Borussia Dortmund uchodziła za wizytówkę zachodniej części Niemiec, zaś Schalke było tylko tłem. Ostatnie tygodnie zapowiadają zmiany.
Julian Weigl i Leon Goretzka, czyli kluczowi piłkarze w swoich zespołach (fot. Getty Images)

Powrót Piszczka coraz bliżej. Obrońca zaczął biegać

10 lat to w futbolu dużo. Na tyle dużo, by klub na progu bankructwa zmienić w znakomicie prosperujący – tak w wymiarze sportowym, jak i w biznesie. Taką drogę przeszła Borussia. Choć wielu może to się wydawać niepojęte, to jednak nieco ponad dekadę temu los dortmundczyków uzależniony był od wierzycieli. Zespół w błyskawicznym tempie zmierzał ku upadkowi, a o pieniądzach jakie dziś są w klubowej kasie, nawet nie marzono. Sprawnym zarządzaniem i odważnymi decyzjami, z łutem szczęścia, udało podnieść się z upadku i odzyskać markę, która przecież jeszcze na początku stulecia budziła szacunek.

W lipcu 2008 roku zatrudniono na Signal-Iduna Park Juergena Kloppa. Był to ruch ze wszech miar zaskakujący, bo trzeba pamiętać, że nie była to jeszcze era, gdy podpisywanie umów z trenerami młodymi i na dorobku było czymś oczywistym. Na ławkach trenerskich pozostałych klubów w tamtym sezonie byli tacy jak Thomas Schaaf, Martin Jol, Christoph Daum i Felix Magath. W składzie też próżno było szukać uznanych piłkarzy, bo gwiazdy Hummelsa i Sahina miały dopiero rozbłysnąć. A obok? Tamas Hajnal, Florian Kringe i leciwy Robert Kovac. Wymowne.

Juergen Klopp wprowadził Borussię na piłkarskie salony (fot. Getty Images)

Borussia nie wpisała sie wówczas w żaden trend, a sama ten trend zaczęła. Przepis na zarabianie pieniędzy przez mniejsze kluby jest co prawda znany od dawna – kupić tanio, drogo sprzedać, ale sęk w tym, że mało kto ma na tyle odwagi, by w pełni to zrealizować. A do tego jeszcze zdobywać trofea i rozpychać się wśród wielkich w europejskim futbolu? Na to brawury i umiejętności starczyło niewielu.

Przez kilka lat Klopp zestawił jednak zespół, którego gracze byli zauważani na rynku transferowym, a trenera postrzegano jako jednego z najnowocześniejszych w zawodzie. Gdy w czerwcu 2015 roku został zwolniony, to sternicy klubu kontynuowali jego dzieło. Thomas Tuchel rozwinął zespół taktycznie, a zamiast tych, którzy opuścili Dortmund – pojawili się nowi. Wcale nie mniej utalentowani i nie mniej perspektywiczni. A co się z tym wiąże pozwalający niedługo zarobić duże pieniądze.

W tym samym czasie, gdy BVB dynamicznie się rozwijała, zdobywała kolejne puchary, ucierała nosa Bayernowi Monachium i grała w finale Ligi Mistrzów – Schalke mizerniało. Dusiło się we własnym sosie, budowało drużynę co rusz od nowa, bez logiki. Zmieniało trenerów jak rękawiczki, a co gorsza – bez planu. I nie pomagała nawet wyjątkowa w skali światowej akademia, która przez dekadę wypuściła w świat Juliana Draxlera, Mesuta Oezila, Leroya Sane, Manuela Neuera, Seada Kolasinaca i Benedikta Hoewedesa.

Leroy Sane jest jednym z najlepszych produktów akademii Schalke (fot. Getty Images)

Zamiast walki o mistrzostwo kraju –walka o udział w europejskich pucharach. Zamiast równorzędnej rywalizacji z odwiecznym rywalem – permanentne, bolesne porażki. Zamiast trenerskich innowatorów i taktyków – nieporadni szkoleniowcy sprowadzający zespół coraz niżej i niżej. Aż w końcu uderzono pięścią w stół i przed ponad rokiem zatrudniono dyrektora sportowego, Christiana Heidela.

Uchodzi za budowniczego solidnej marki FSV Mainz, bowiem wyciągnął ten klub z prowincji, wprowadził do europejskich pucharów, a w świat wypuścił Kloppa i Tuchela. Pierwszy sezon w pracy miał jednak w złym stylu. Schalke grało nadal przeciętnie, bez pomysłu, odstraszało kibiców, a niemal wszystkie transfery okazały się nietrafione. Na czele z trenerem Markusem Weinzierlem, który nie panował nad sytuacją i po roku został zwolniony.

Latem tego roku Heidel zaczął drugie podejście do budowy nowego Schalke, mogącego walczyć z Bayernem. Wpompował sporo pieniędzy w rozwój infrastruktury, postanowił rozbudować akademię, zrobił kilka mądrych transferów, a posadę trenera powierzył żółtodziobowi. Bo trudno nazwać inaczej 31-latka, który miał ledwo 11 spotkań w roli szkoleniowca i to na poziomie 2. ligi. Domenico Tedesco robi na razie wszystko, by nie zawieść zaufania i spełnić oczekiwania.

Domenico Tedesco, kolejny z przedstawicieli pokolenia młodych trenerów w Bundeslidze (fot. Getty Images)

Młody i niedoświadczony Niemiec ma wszystko, czego poszukiwali w Gelsenkirchen. Od kiedy Borussia stała się europejskim mocarzem z twarzą Kloppa, poszukiwali na Veltins Arena analogicznej postaci. Młodego, głodnego sukcesów taktyka, który tchnie życie w zespół, zarazi ambicją wszystkich dookoła i konsekwentnie będzie szedł na szczyt. Tedesco wywiązuje się ze obowiązków znakomicie, a zauroczeni tym sposobem pracy są wszyscy.

Szef Clemens Toennies wspomina, że po pierwszym kontakcie z młodym szkoleniowcem powiedział do dyrektora Heidela: "Kogoś takiego jeszcze nigdy nie spotkałem", a piłkarze, którzy jeszcze do niedawna nosili się z zamiarem opuszczenia klubu, teraz chcą mieć udział w jego rozwoju. Jak na przykład Max Meyer, na wskroś ofensywnie usposobiony pomocnik z którego Tedesco zrobił... klasyczną "szóstkę". Nie tylko jednak w jego przypadku kariera na nowo zaczęła nabierać rozpędu. Przesunięty z drugiej linii na pozycje stopera Benjamin Stambouli wprawia w zachwyt obserwatorów, odkurzony Jewhen Konoplanka czaruje dryblingiem i dynamiką, a kibicom nie przeszkadza nawet, że nominalny napastnik Franco Di Santo nie strzela wielu goli. Jego praca w defensywie jest bowiem znacznie bardziej ceniona i korzystna dla zespołu.

Kiedy w ostatnich miesiącach Schalke wkraczało na drogę, którą Borussia wyznaczyła przed laty, dortmundczycy... mniej lub bardziej świadomie z niej zbaczali. Peter Bosz jest bowiem zaprzeczeniem tego wszystkiego, co wnieśli do klubu Klopp i Tuchel. Drużyna z SIP przestała być elastyczna taktycznie, zamiast wyciskać maksimum potencjału z zawodników, dusi ich na niewłaściwych pozycjach, a trener uparcie trzyma się swojej filozofii.

Peter Bosz początek miał znakomity, ale z tygodnia na tydzień jest coraz gorzej (fot. Getty Images)

Bosz nie ukrywa, że jest pasjonatem teorii Johana Cruijffa. Chce atakować, grać "wysoko", zdominować rywala. Sęk jednak w tym, że trzyma się tej koncepcji nawet wtedy, gdy drużynie nie idzie, nie bacząc na mocne i słabe strony zawodników. Zapowiada w mediach, że nie potrzebuje planu B, bo chce tylko modyfikować plan A. Problem w tym, że nie tylko on przysparza kłopotów.

Przed kilkoma dniami Arsenal podebrał Dortmundowi człowieka, który stoi za wieloma udanymi transferami w ostatnich latach. To Sven Mislintat inicjował takie wzmocnienia jak Hummels, Lewandowski, Dembele, Guerreiro. Wprowadzał także wiele innowacji technologicznych, które pomagały rozwijać się cały czas i dobijać do czołówki. A to tylko jeden z kilku pracowników, których w ostatnich latach stracili dortmundzycy. BVB zabierano bowiem uzdolnionych stopniowo. David Wagner jest teraz trenerem Huddersfield, Hannes Wolf prowadzi Stuttgart, a lada chwila Mislintat zacznie budowę nowego Arsenalu.

Niespodziewanie zmieniły się więc w ostatnich miesiącach proporcje w Zagłębiu Ruhry. "Know-how", które kilka lat temu miała Borussia, przejęło Schalke i robi wszystko, by podążyć wyznaczoną ścieżką. Inwestuje w młodzież, ma "swojego Kloppa", nadzorującego go rzutkiego menedżera i grono uzdolnionych piłkarzy, którzy mogą zagwarantować duże pieniądze i sukcesy. W tym czasie za miedzą patrzą coraz bardziej krótkowzrocznie, bo wpadli w spiralę złych decyzji. Oczywiście, przewaga BVB nad S04 była ugruntowywana tak długo, że nie da się jej zniwelować w tydzień, miesiąc czy nawet rok. Ale znamienne jest choćby to, że po raz pierwszy od dekady piłkarze z Gelsenkirchen nie podchodzą do derbowego meczu ze świadomością nieuniknionej porażki. Wręcz przeciwnie – są nawet w uprzywilejowanej sytuacji. Wygląda na to, że w najbliższych latach czeka kibiców w Zagłębiu Ruhry fantastyczna rywalizacja o prymat w regionie.

Puchar Niemiec, 1/16 finału: SV Wehen – Schalke 04 1:3 (skrót)
Puchar Niemiec, 1/16 finału: FC Magdeburg – Borussia Dortmund 0:5 (skrót)
Mariusz Sowisło: Borussia w pełni zasłużyła na awans
Willi Orban: gra dla reprezentacji Polski? Niczego nie wykluczam
Tomasz Frankowski: Bayern zbyt późno zaczął szukać zastępcy "Lewego"

najpopularniejsze

Chorwacki przepis na Legię. Nadchodzi rewolucja

PŚ w Titisee-Neustadt: konkurs drużynowy w TVP 1 [TRANSMISJA]

Igrzyska w Pjongczangu bez sztafety panczenistów

Polska – Angola w TVP Sport, TVP3, SPORT.TVP.PL i aplikacji mobilnej [transmisja]

Kinga Achruk: nie mogę tego przeboleć