tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Trener Smuda. Pożegnanie nie tylko z Widzewem?

"Franek Smuda, gdzie te cuda?" – to pytanie wykrzykiwało ponad 17 tysięcy kibiców. To może być ostatnie trenerskie wspomnienie. Były selekcjoner reprezentacji Polski spadł z pomnika w Łodzi. Został zwolniony z klubu.
FRANCISZEK SMUDA (FOT. PAP)

Widzew Łódź. Smuda zwolniony przed decydującym meczem

W minioną sobotę wszystko miało wyglądać inaczej. Piłkarze Widzewa mieli pokonać Lechię Tomaszów Mazowiecki i przypieczętować awans. Następnie – wejść do autokaru i rozpocząć fetę w centrum miasta. Po bardzo słabym meczu tylko zremisowali, więc emocje udzieliły się wszystkim.

Kibicom, po drugim z rzędu bezbramkowym remisie i dwóch celnych strzałach pupilów, puściły nerwy. Domagali się pomeczowej rozmowy ze trenerem. Ten równo z gwizdkiem odwrócił się na pięcie, znów nie stawił się na konferencji prasowej, a po drodze obraził i zwyzywał szkoleniowca gości. Władze klubu, widząc pogarszającą się sytuację, poprosiły go na spotkanie. Ten zlekceważył polecenie szefów i w gabinecie się nie stawił. Podpisał tym samym na siebie wyrok.

A wszystko to ma miejsce w tygodniu, w którym Widzewowi wystarczy do awansu wygrana. A Smudę zatrudniono w klubie po pierwszym w sezonie meczu i... pożegnano przed ostatnim.

PIŁKARZE WIDZEWA ŁÓDŹ (FOT. MARCIN OLCZYK/WIDZEW.COM)

Inny zespół

Łodzianie, mimo że są liderem, nie wyglądają ostatnio na zespół, który ma wejść ligę wyżej. Sprawiają wrażenie, jakby stracili pewność siebie, a presja pętała im nogi. Jakikolwiek pomysł na grę okazuje się dla przeciwnika łatwy do rozpracowania, zbyt przewidywalny. Widzewiacy byli bardzo niedokładni w meczu z Lechią, ciągle odbijali się od ściany. Smuda albo chował twarz w dłoniach, albo bezradnie rozkładał ręce. Bezradność widoczna była też przy wykorzystaniu wszystkich czterech zmian na kwadrans przed końcem gry. Na boisku przebywało jednocześnie trzech skrzydłowych i trzech nominalnych napastników, nie było żadnego środkowego pomocnika. Rewolucje kuchenne „Franza” dezorientowały zawodników, omal nie doprowadziły do porażki.

Lechia, która zwyciężając przybliżyłaby się do awansu, była w sobotę lepsza. – Remis jest dla nas szczęśliwy, bo rywale mieli więcej sytuacji – przyznał nawet Michał Miller, piłkarz Widzewa. Miller jest najlepszym przykładem nieudanych posunięć Smudy. Przychodził jako napastnik (18 goli w Finishparkiecie), a w Łodzi był ustawiany jako skrzydłowy, boczny obrońca, stoper lub środkowy pomocnik. Przeciwko Lechii, wchodząc z ławki do środka drugiej linii, już po pierwszej akcji zobaczył żółtą kartkę. Trener Franciszek zmieniał też pozycje innym zawodnikom, jakby chciał na siłę pokazać, że zna się najlepiej ze wszystkich. Kiedy w jednym z meczów kibice skandowali nazwisko nieobecnego na trawie Millera, trener się zdenerwował: – Niech mi nikt z trybun nie krzyczy, kto ma wchodzić. To nie ze mną!

Zmiana narracji

Nerwy udzielały się Smudzie od dłuższego czasu. Irytowali go kibice, często też dziennikarze, brak klasy i szacunku pokazał po spotkaniu z Lechią wobec rywali oraz szefów. Zmienił też narrację do zespołu. Początkowo deklarował, że zamierza grać ładną i ofensywną piłkę, dla której warto przychodzić na stadion, by później uznać, że styl nie jest ważny. Najpierw przypominał, że miejsce Widzewa jest w ekstraklasie, on go tam wprowadzi, a analizy rywali rozpocznie w europejskich pucharach, teraz – mówił o przytłaczającej presji. Publicznie powtarzał, że piłkarze nie mają zbyt wysokich umiejętności. Widać było, że często denerwuje się też na graczy.

Miał najlepszych

Trzeba pamiętać, że miał w tej lidze zdecydowanie najlepszych zawodników. Mimo ofensywnych możliwości skrzydłowych Michalskiego i Mąki (w poprzednim sezonie 32 bramki), sprowadzenia Millera i Świderskiego (39 bramek) i Demjana, byłego króla strzelców ekstraklasy, aż cztery zespoły z grupy strzeliły więcej goli niż Widzew.

Franciszek Smuda (fot. TVP)

Liga jest bardzo trudna, a ta grupa najtrudniejsza. Musimy szybko się z niej wydostać. Później pójdzie już łatwiej – obiecywał ostatnio trener. Ona w wielu momentach okazywała się zbyt trudna również dla niego. Mecze, w których gra zespołu mogła się podobać, policzyć można na palcach jednej dłoni. Raziło też, że mało który z zawodników pod jego opieką prezentował się lepiej.

Smuda lubił powtarzać, że Widzew to jego klub. To właśnie przy al. Piłsudskiego zdobył dwa mistrzostwa kraju, wicemistrzostwo i awansował do Ligi Mistrzów. Kiedy w ostatnich latach nie szło mu na ławce trenerskiej – kompromitujący wynik narodowej podczas Euro 2012, spadek z 2. ligi niemieckiej, spadek z ekstraklasy i szybkie zwolnienie z Wisły – witano go w Łodzi z otwartymi ramionami. Otrzymał kredyt zaufania i wsparcie kibiców, bo wspominano pięknie przeżyte chwile. Sentymenty szybko zaczęły jednak schodzić na dalszy plan.

Smuda zostawił Widzew na pozycji lidera, ale to nie on poprowadzi go w meczu decydującym o awansie (to miejsce zajął Radosław Mroczkowski). Kibice, z którymi miał wspólnie świętować sukces, żegnają go bez żalu. To jego kolejna porażka, ale tym razem w jego klubie. Smuda chciał wszystkim pokazać, na czym polega futbol, a dostał lekcję pokory. Pytanie, czy ostatnią?

najpopularniejsze

Nowakowski: Heynen "kozaczących" sprowadza do parteru

GOL! Polska – Irlandia 1:1: bramka Mateusza Klicha

Mecz towarzyski: Polska – Irlandia 1:1 (skrót meczu)

Boks: walka o pas WBC International, Filip Hrgović – Amir Mansour

Złotka wierzą w Polaków. "Umieją przycisnąć przeciwnika"