tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Iga Świątek w drodze na szczyt. "Wujek Nadala się mną interesował"

Iga Świątek – 17-latka z Raszyna, mistrzyni juniorskiego Roland Garros w grze podwójnej. Jedna z najzdolniejszych juniorek świata. W Polsce nominowana do bycia następczynią Agnieszki Radwańskiej. O tym, co było, jest i będzie, a także o planach i marzeniach z naszą tenisistką rozmawiał komentator tenisa w TVP SPORT – Michał Lewandowski.
Iga Świątek (fot. Getty Images)

Iga Świątek w poniedziałek w 1. rundzie juniorskiego Wimbledonu pokonała rozstawioną z "1", Amerykankę Whitney Osuigwe (2:6, 6:3, 6:3).

Michał Lewandowski, dziennikarz TVP SPORT: – Iga, przed Tobą występ w kolejnym juniorskim turnieju Wielkiego Szlema. Miesiąc temu w parze z Caty McNelly wygrałaś po raz pierwszy w karierze turniej tej rangi – w turnieju Roland Garros. W półfinale singla miałaś piłkę meczową z Caty na wagę finału. Żałujesz niewykorzystanej szansy?

Iga Świątek: – Nie. Ta przegrana bardzo dużo mnie nauczyła, a wiadomo, że to właśnie z meczów przegranych można wyciągnąć o wiele więcej wniosków na przyszłość. Gra Caty była bardzo rozwinięta i tak naprawdę wiem, w jakich aspektach powinnam się jeszcze lepiej rozwinąć.

To bardzo mądrze, bo jak mawiał wybitny niegdyś tenisista, później doskonały trener – Brad Gilbert: "Wygrana to tylko zwycięstwo, porażka to wartościowa lekcja". Fajnie, że się tego trzymasz i rozumiesz pomimo młodego wieku. Od jakiegoś czasu łączysz turnieje juniorskie z udanymi występami w tenisie seniorek. Jakie są w twoim odczuciu największe różnice w tych rozgrywkach?
– Przede wszystkim atmosfera jest inna. Kibice na Wielkim Szlemie stwarzają niepowtarzalny klimat. Jest dużo Polaków, którzy przychodzą na mecze i dopingują, później rozdaję im autografy. Na turniejach seniorskich jest mniejsza presja, nie ma aż tylu ludzi z racji tego, że są to turnieje niższej rangi.

– To ciekawe, byłem przekonany, że na turniejach seniorskich jest większa presja, z racji tego, że jest pogoń za punktami do rankingu WTA. Zostawmy na chwilę WTA. Przed tobą juniorski Wimbledon. Z jakimi oczekiwaniami jedziesz na ten turniej? Jak się czujesz na nawierzchni trawiastej?
– Szczerze mówiąc to nie wiem, 2 lata nie grałam na trawie, bo rok temu miałam kontuzję. Tak naprawdę moim głównym celem jest zdobycie 200 punktów, żeby dostać się na Olimpiadę Młodzieży w Buenos Aires w październiku, bo to jest ostatni turniej, w którym punkty będą brane pod uwagę. Nie nastawiam się, że wygram, że pójdzie mi tak dobrze jak na Roland Garros, bo jak wiadomo, trawa jest bardzo kapryśna i trudno mi powiedzieć, jak się będę czuła w tym roku na tej nawierzchni.

– Jedziesz gdzieś potrenować na trawie przed wyjazdem? Wiadomo, że w PL jest problem z prawdziwą trawą.
– Tak, jedziemy potrenować na trawie do Łowicza, tam jest prywatny kort, który jest dla nas udostępniany, dzięki uprzejmości prywatnego właściciela tego obiektu. Zresztą jadą tam także S.Rogozińska-Dzik i Ania Hertel. Więc wszystkie korzystamy z dobroci tego Pana (śmiech).

– Agnieszka Radwańska często przed wyjazdem na Wimbledon przygotowuje się w Warszawie grając na sztucznej trawie. Jak ty byś porównała te dwa rodzaje nawierzchni? Czy są one w jakiś sposób do siebie zbliżone?
– Ja szczerze mówiąc po raz ostatni na sztucznej trawie grałam jakieś 7 lat temu na turnieju wojewódzkim.

(fot. Getty Images)

– Który to pewnie zresztą wygrałaś?
– Tak, udało się wygrać. W każdym razie, od tamtego czasu ani razu nie zagrałam już na sztucznej trawie, więc trudno mi się tutaj odnieść do porównania tych warunków.

– Skoro już cofnęliśmy się w czasie do lat dzieciństwa, o jakim turnieju marzyła mała Iga, żeby wygrać?
– Myślę, że był to Roland Garros. Jednak mączka to moja ulubiona nawierzchnia, chociaż tak naprawdę po kontuzji moje preferencje się trochę zmieniły i sama nie wiem, która najbardziej mi w tym momencie sprzyja. Niemniej jednak, to Roland Garros był moim pierwszym turniejem wielkoszlemowym w karierze juniorskiej (2016 r.) więc sentyment pozostaje tutaj.

– 31 maja skończyłaś 17 lat, jeszcze w przyszłym roku będziesz miała możliwość występów w juniorskich Wielkich Szlemach. Czy będziesz z tego korzystać, czy już postawicie tylko na tenis seniorski?
– Ten rok będzie ostatnim sezonem występów juniorskich, ale są to jeszcze dosyć elastyczne plany. Chcę jeszcze oczywiście zagrać w tegorocznym US OPEN, ale to też nie jest jeszcze pewne. Przez te wszystkie lata, udało mi się wystąpić we wszystkich juniorskich Wielkich Szlemach, więc myślę, że ten rozdział będzie można już powoli zamykać.

– Jak ze zdrowiem? Czy po kontuzji kostki odniesionej ponad rok temu są jakieś ślady, czy problem został na tę chwilę zażegnany?
– Obecnie wszystko jest OK. Przez pół roku jak wracałam pojawiały się pewne dolegliwości wynikające z tego, że musiałam po prostu chodzić na jednej nodze, ale teraz jest już wszystko w porządku. Parę dni temu minął dokładnie rok odkąd pojawił się ten uraz.

– Zresztą tutaj, gdzie właśnie się znajdujemy, czyli na kortach Legii.
– Tak naprawdę ten uraz pojawił się w szkole.

– W szkole? Chyba nie na lekcji WF-u, bo pewnie nie masz czasu na nie chodzić.
– Zgadza się. Paradoksalnie, uraz pojawił się kiedy wstawałam z krzesła w ławce szkolnej.

– Wiem, że jeszcze podczas lutowego meczu Fed Cup troszkę pobolewało, ale "złote ręce" fizjoterapeuty polskiej reprezentacji – Olka Trzcińskiego, mocno pomogły w zażegnaniu bólu. Skoro już jesteśmy przy Pucharze Federacji, jakie było to dla Ciebie doświadczenie? Debiut w rozgrywkach drużynowych dla swojego kraju?
– Było super, fajnie było poznać cały skład z Magdą Linette i Alicją Rosolską na czele. Pamiętam, że świetnie się bawiłam, ale też strasznie dużo zdrowia kosztowały mnie te mecze, bo były to pierwsze spotkania po kontuzji. W głowie wydawało się to wszystko takie ciężkie, żeby dobrze się zaprezentować, natomiast później dało to efekt w postaci "odblokowania" się na korcie. Możliwość tego występu dodała mi bardzo dużo pewności siebie i rozwiała wątpliwości co do mojej gry, a wtedy było tego bardzo dużo i przez to musiałam przejść. Ten stan po kontuzji troszkę zaburza mi wspomnienia z Fed Cup ze względu na ogrom emocji. Ale atmosfera w drużynie, o którą zadbał nasz kapitan Dawid Celt, była naprawdę świetna i myślę, że jako team byliśmy jednym z najlepiej zgranych w Tallinie.

(fot. Getty Images)

– Czy myślisz o tym, że kiedyś totTy mogłabyś być rakietą nr 1 w naszym kraju i stać na czele reprezentacji kobiecego tenisa?
– Tak, zdecydowanie. Sama gra dla swojego kraju jest czymś wielkim, a bycie nr 1 to już naprawdę duże wyróżnienie i odpowiedzialność za wynik zarazem. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała szansę, aby tego doświadczyć.

– Jakie są Twoje cele i marzenia?
– Chciałabym wygrać wszystkie cztery turnieje z lewy Wielkiego Szlema i przez kilka lat utrzymać się w pierwszej trójce rankingu WTA. I oczywiście być nr 1, w co mocno wierzę, że kiedyś mi się uda.

– Zabrzmiało bardzo pewnie. Czy jest w tobie takie wewnętrzne przekonanie, że mi to się po prostu musi udać?
– Są oczywiście pewne wątpliwości, bo zawsze pojawiają się nieprzewidziane okoliczności, które będą stawać mi na drodze. Myślę jednak, że mam duży potencjał, zresztą wielu ludzi wkoło tak mówi i ja także staram się w to wierzyć.

– To prawda, wielu ludzi w to wierzy. Czy takie głosy bardziej pomagają, czy też powodują, że ta presja cię przygniata?
– Myślę, że pomagają, aczkolwiek czasami jest tego tak dużo, szczególnie kiedy uda mi się wygrać jakiś turniej, że od napływu gratulacji nie jestem w stanie się do końca skupić i trudno jest mi tak na 100 proc. skoncentrować się na powrocie do treningów. Natomiast doping moich kibiców w trakcie meczu bardzo mi pomaga.

– Zdajesz sobie na pewno sprawę z tego, że wielu ludzi w naszym kraju interesujących się tenisem to właśnie w tobie właśnie widzi następczynie finalistki Wimbledonu 2012 – Agnieszki Radwańskiej. Chciałabyś być kiedyś na Jej miejscu?
– Tak, zdaję sobie z tego sprawę i oczywiście chciałabym się kiedyś znaleźć na Jej miejscu, Natomiast nie przepadam za tymi porównaniami, bo jestem zupełnie innym typem zawodniczki na korcie. Mój tenis jest zupełnie inny.

– A jakie jest twoje zdanie, twoja opinia na temat naszej najlepszej tenisistki w historii kraju?
– Pierwsza myśl jaka przychodzi mi do głowy to wielki podziw. Przede wszystkim za to, że przez te kilkanaście lat cały czas utrzymuje się w czołówce i że pomimo tego, że nie wygrała turnieju wielkiego szlema, w środowisku jest cały czas uważana za jedną z najlepszych tenisistek na świecie. Zaskarbiła sobie sympatię wielu moich koleżanek z innych krajów i to jest dla mnie dosyć dziwne, że u nas w kraju, spływa sporo krytyki na Agnieszkę. Za granicą to nazwisko na całym świecie wzbudza ogromny szacunek.

– Które tenisistki z cyklu aktualnie podobają ci się najbardziej jeżeli chodzi o sposób prowadzenia walki na korcie?
– Nie mam jednej takiej idolki, ale staram się wyciągać coś z każdej zawodniczki. Gdybym miała wskazać na jedną z nich, to byłaby to Garbine Muguruza. Podoba mi się jej agresywny styl gry, postawa w mediach społecznościowych, a także jej ubrania.

– A jeśli chodzi o kogoś z cyklu ATP, to kto by to był?
– Rafael Nadal. I to wcale nie dlatego, że to on cały czas wygrywa na moim ulubionym French Open. Rafa jest po prostu dla mnie takim nadczłowiekiem w tenisie i ogromnym wzorem do naśladowania. Poza tym jest bardzo sympatyczny. Miałam okazję kiedyś zrobić sobie z nim zdjęcie na kortach treningowych. Kiedy byłam w jego akademii na Majorce, jego wujek (Toni Nadal, trenował Rafaela od czwartego roku życia do końca zeszłego sezonu – przyp. red.) także się mną interesował, co było dla mnie dużym zaskoczeniem. Minęliśmy się na schodach i zrobiło mi się bardzo miło, kiedy sam pierwszy się do mnie uśmiechnął i zaczepił na krótką pogawędkę.

(fot. Getty Images)

– Skądinąd wiemy także, że Rafa był jednym z tych zawodników, który w bardzo młodym wieku, kiedy miał 16-17 lat zaistniał na poważnie w seniorskim tenisie. Czy ty masz tak, że chciałabyś już zapomnieć o rozgrywkach juniorskich i zająć się tylko "dużym" tenisem?
– Trochę tak, ale z drugiej strony też wiem, że za parę lat mogłabym tego żałować. Jednak przebywanie nawet na juniorskim Wielkim Szlemie to bardzo duże przeżycie, a przede wszystkim daje możliwość obcowania z najlepszymi na świecie w tej dyscyplinie. Tego oczywiście nie ma na seniorskich turniejach z cyklu ITF, gdzie jest dużo mniejszy prestiż rozgrywek. Nie ukrywam jednak, że ciągnie mnie do zawodowych turniejów, natomiast na tę chwilę cieszę się, że udaje mi się to łączyć, a przecież jest w tym wszystkim jeszcze cały czas szkoła.

– No właśnie, to kolejny temat który chciałem z tobą poruszyć. Rozmawiałem ostatnio z twoim trenerem – Piotrkiem Sierzputowskim, który mówił mi, że jesteś straszną perfekcjonistką i cały czas bardzo dużo czasu poświęcasz na naukę. Podobno miałaś bardzo wysoką średnią na koniec I klasy liceum?
– Tak, 5,08.

– Wow. To robi wrażenie. A które przedmioty zaniżyły ci średnią?
– Czwórka z języka angielskiego i polskiego. Mój umysł jest zdecydowanie ścisły.

– Zawsze były świadectwa z paskiem?
– Tak, nigdy się nie zdarzyło, żebym nie była wzorowa w szkole.

– Wiem, że jesteś w wymagającym liceum. Twój ojciec Tomasz wspominał mi kiedyś, że chce abyś jak najdłużej uczestniczyła w normalnym trybie edukacji, bo to powoduje, że lepiej trzymasz samodyscyplinę i z tego co mi wiadomo, nie masz takiego klasycznego indywidualnego toku nauczania?
– Tak, zgadza się. Trudno to tak na dobrą sprawę nazwać, bo z jednej strony zaliczam sprawdziany w dogodnych dla mnie terminach, z drugiej jak tylko mogę to chodzę normalnie na lekcje z resztą klasy. Nauczyciele są dla mnie bardzo elastyczni, co mocno ułatwia mi życie. Ważne dla mnie jest to, że mam wyznaczone terminy, w których muszę się zmieścić z zaliczeniami. To mocno mobilizuje. Gdybym miała zaliczać w dowolnych terminach, myślę, że wyglądałoby to dużo gorzej.

– Czy w takim trybie nauczania zamierzasz dobrnąć do samej matury? Będzie przecież coraz trudniej. Więcej wyjazdów, więcej nauki... Myślisz, że dasz radę?
– Jestem jedyną osobą w liceum, która od następnej klasy będzie przygotowywać się do rozszerzonej matury z fizyki i matematyki, ale na szczęście moja siostra Agata jest "mózgiem matematycznym" i zawsze mi pomaga. Także do matury nie zamierzam nic zmieniać i chcę zakończyć liceum w normalnym trybie.

– Na turniejach starasz się nadrabiać zaległości? Bierzesz książki ze sobą? – Tak, ale jest z tym coraz trudniej. Im jestem starsza, tym więcej czasu potrzebuję na rozgrzewkę przedmeczową, na regenerację po wysiłku. Na Wielkim Szlemie dochodzą do tego jeszcze wywiady czy też niekrótka droga do hotelu i na naukę nie ma już po prostu czasu. Ale jak byliśmy w Stanach, to miałam go więcej.

(fot. Getty Images)

– Jak ci się podobało na tym całym tournee po USA, gdzie zdobyłaś wiele cennych punktów do rankingu WTA?
– Było super, ale te 6 tygodni spędzonych tam, ciągłe przemieszczanie się samochodem pomiędzy Stanami, było mocno uciążliwe.

– To był wasz pierwszy tak długi wspólny wyjazd z twoim trenerem oraz trenerką od przygotowania fizycznego, czyli Jolantą Rusin-Krzepotą. Czy pojawiały się napięcia w teamie?
– Bywały trudniejsze momenty, ale tak naprawdę byliśmy dla siebie jak szczerze kochająca się rodzina.

– Od dłuższego czasu jesteś pod opieką agencji sportowej prowadzonej przez Artura Bochenka – Warsaw Sports Group. Czy jesteś zadowolona z tej współpracy?
– Zdecydowanie. W zasadzie to dzięki niej moja kariera może dalej się rozwijać. W momencie kiedy przechodziliśmy do sekcji tenisowej "Legia Warszawa", nie mieliśmy ani środków, ani zbytnich możliwości do dalszych treningów.

– Wiem, że odkąd zakończyłaś współpracę ze swoim poprzednim trenerem, postawiliście mocno na trening ogólnorozwojowy. Jakie są jego proporcje do tego, co robicie na korcie?
– Jak miałam kontuzję, bardzo dużo czasu spędziłam w siłowni. Skupiliśmy się na budowaniu siły szeroko rozumianej, której wcześniej mi brakowało. Później z kolei skoncentrowaliśmy się na zajęciach szybkościowych, a następnie na treningach tenisowych z odciążeniem kontuzjowanej stopy. Prawda jest też taka, że kiedy rozpoczęłam treningi z Jolą, stwierdziła bardzo duże braki w moim przygotowaniu fizycznym, co wynikało także z tego, że mój poprzedni trener stawiał przede wszystkim na bardzo dużo gry, zaniedbując "ogólnorozwojówkę". Trenerka od razu powiedziała mi, że dojście do optymalnego poziomu przygotowania na tym etapie zajmie nam 1,5 roku i cieszę się, że wspólnymi siłami osiągnęłyśmy ten poziom.

– Wracając jeszcze do twoich wygranych w Stanach Zjednoczonych, poza punktami pojawiają się oczywiście także pierwsze poważniejsze zarobione pieniądze, czego nie ma w rozgrywkach juniorskich. To fajne uczucie?
– Jak najbardziej, ale tak naprawdę to nie bardzo zajmuję tym głowę. Na razie chowam do szafki i nie wyciągam.

– A jakby to wyglądało w przypadku wygrania większej sumy? Dajmy na to czek za tytuł Wielkiego Szlema. Spełniłabyś jakieś swoje marzenie? Może zakup jakiegoś luksusowego auta? Widziałem ostatnio na twoim Instagramie zdjęcie za kierownicą ekstrawaganckiej limuzyny…
– Myślę, że zachowałabym się tak samo, czyli schowała pieniądze gdzieś głęboko albo wpłaciła na konto. Wydaje mi się jednak, że gdybym miała sporo pieniędzy, zainwestowałabym w rozwój młodych ludzi, jakieś charytatywne rzeczy. Trochę mnie do tego ciągnie, do pomagania innym. To daje mi więcej przyjemności niż kupowanie czegoś dla siebie. Jeszcze co prawda nie miałam okazji, ale mam nadzieje, że jeśli będę miała taką możliwość, to w tym kierunku pójdę.

– Czyli wzorem najlepszych. Swoje fundacje mają m.in. Roger Federer czy Rafael Nadal. Iga, na koniec chciałbym cię jeszcze zapytać, czy na początku twojej przygody ze sportem, były jakieś inne dyscypliny, czy od razu był to tenis? Twój tata, postawnej postury mężczyzna, był olimpijczykiem w wioślarstwie. Nie próbował cię zachęcić do uprawiania tego sportu?
– Była woda, ale w innej formie. Próbowałam pływania, jednak szybko dałam sobie spokój po tym, jak zostałam wywalona na pierwszych zajęciach, a poza tym panicznie bałam się wody.

(fot. Getty Images)

– A czego boisz się w życiu? Na korcie?
– Na korcie chyba niczego. Raczej mam kontrolę nad sobą i robię co chcę, co chyba przynosi dobre rezultaty. Czasami boję się, gdy mój organizm jest już tak zmęczony, że mnie w ogóle nie słucha. Boję się takich sytuacji, bo wtedy nie jestem w stanie do końca kontrolować tego, co dzieje się na korcie. Przypominam sobie pewien mecz, w którym grałyśmy prawie trzy i pół godziny w ogromnym upale i przy piłce setowej dla rywalki chciałam zagrać slajs, ale tak trzęsły mi się ręce ze zmęczenia, że zagrałam w swój kort. To był moment, w którym ogarnęłam, że organizm przestał się mnie słuchać.

– Wiadomo także nie od dziś, że bywasz wybuchowa. W półfinale tegorocznego Roland Garros złamałaś rakietę. Czy taki sposób odreagowania nerwowych sytuacji pomaga ci się pozbierać na korcie w trudnych momentach?
– Rakiety są robione ze zbyt słabego materiału, a ja mam za dużo siły!

– Okej... To może przejdźmy już do ostatniego mojego pytania – nad jakimi elementami gry pracujecie ostatnio najwięcej?
– Serwis i wolej.

– Przypomniała mi się akcja "serwis/wolej" twojej rywalki półfinałowej na Roland Garros, Katy McNelly, przy piłce meczowej dla ciebie. Zagrała trudny wolej w samą linię. Czy wtedy, oczyma wyobraźni, widziałaś już tę piłkę na aucie i zarazem siebie w finale?
– Tak! Byłam przekonana, że to musi być aut! Tak w ogóle ten mecz był dla mnie ogromnym doświadczeniem. W większości przypadków, po przegranej, czuję złość i rozczarowanie. Po tym meczu czułam respekt do rywalki, za to co pokazała.

– Singiel czy debel? W końcu zostałaś mistrzynią Wielkiego Szlema w grze podwójnej.
– Singiel. Debla traktuję bardziej treningowo, szczególnie jeśli chodzi o wolej, bo pomimo tylu lat spędzonych na korcie, zdarzają się sytuacje, że stojąc przy siatce czuję się po prostu niepewnie. Wynika to także z tego, że mój poprzedni trener, który prowadził mnie przez 5 lat, koncentrował się przede wszystkim na grze z głębi kortu, a jednak mój ofensywny styl gry często wymaga także skutecznego kończenia akcji przy siatce.

– Książka czy film?
– Książka.

– Jaki rodzaj muzyki?
– Zależy od fazy życia i aktualnego nastroju.

– Jakiś chłopak?
– Nie mam czasu.

– A jak masz czas, to na co go przeznaczasz?
– Słucham muzyki, ale to tak, że wnikam w nią totalnie. Pochłania mnie i potrafię odciąć myśli. Podobnie z dobrą książką. Niekoniecznie o sporcie.

najpopularniejsze

Nowe zasady rankingu FIFA. Polska nadal w "Top 10"?

Mundial 2018. "Maratończyk" Perisić, koszmar Meksyku. MŚ w Rosji w liczbach

Mundial 2018. "Putin kazał być miłym", czyli zapiski z Rosji

Mundial 2018. Zobacz nagrania z szatni Francuzów z finału mundialu (wideo)

Heung-Min Son uniknie powołania do wojska? Przed nim turniej ostatniej szansy