tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Damian Kądzior błyszczy w Dinamie Zagrzeb. "Cel to bycie numerem jeden w reprezentacji"

Damian Kądzior udanie rozpoczął przygodę z Dinamem Zagrzeb. Dla drużyny Nenada Bjelicy strzelił dwa gole i zaliczył aż dziewięć asyst. Takich statystyk nie ma tej jesieni żaden inny polski skrzydłowy. – Moim następnym marzeniem jest być zawodnikiem numer jeden na swojej pozycji w reprezentacji – wyznał wychowanek Jagiellonii Białystok w rozmowie ze SPORT.TVP.PL.
Damian Kądzior (fot. Getty)

Stan polskich skrzydeł. Kto po Błaszczykowskim i Grosickim?

Radosław Przybysz, SPORT.TVP.PL: – Gola ze Slavenem Belupo strzeliłeś głową, co chyba nie zdarza ci się często.
Damian Kądzior:
– Muszę się przyznać, że to dla mnie pierwsza bramka zdobyta głową w seniorskiej piłce. Coraz lepiej czuję się w Dinamie i to widać, skoro zaczynają wpadać nawet gole po "główkach". Zawsze chciałem strzelić zdobyć takiego gola i cieszę się, że przyniósł on kolejne zwycięstwo w lidze.

– W rozmowie na ŁączyNasPiłka.pl powiedziałeś, że już czujesz się dużo lepszym piłkarzem niż wtedy, gdy przychodziłeś do Dinama. Co ci dało te kilka miesięcy?
– Trafiłem do klubu, który coraz więcej znaczy w Europie. W Lidze Europejskiej jesteśmy liderem grupy z kompletem punktów, ograliśmy Anderlecht Bruksela i Fenerbahce Stambuł, które ma budżet dwa razy większy niż Dinamo. To pokazuje, że trafiłem do wielkiego zespołu. Każdego dnia na treningu widzę, że nie odstaję od chłopaków, co mi daje jeszcze większe poczucie, że jestem dobrym zawodnikiem. Wiem, że muszę nadal ciężko pracować tak, jak to robiłem w każdym dotychczasowym klubie, ale wierzę, że Dinamo nie będzie szczytem moich umiejętności. Tutaj w każdym meczu, w którym dostaję szansę, jestem wyróżniającym się zawodnikiem i często dostaję tytuły najlepszego zawodnika spotkania.

– Gole na razie dwa, ale za to cała masa asyst. Jedne źródła podają ich siedem, inne dziewięć. To ile ich w końcu jest?

– Asysty od małego sprawiały mi wielką frajdę. Lubię dogrywać piłki, tym bardziej, że mamy tu bardzo dobrych napastników, którzy te dogrania umieją zamienić na gole. W Chorwacji mam dziewięć asyst, w niedzielę zaliczyłem dziewiątą. Z tego jestem rozliczany przez Nenada Bjelicę. Sprowadzając mnie wiedział, że w Polsce miałem te "liczby" od trzeciej ligi po Ekstraklasę i powiedział mi, że tego samego oczekuje w Dinamie. Dotychczas mi się to udaje, do tego jesteśmy liderem, wygrywamy, więc same superlatywy.

– Któraś z tych asyst była dla ciebie szczególnie ważna?
– Sześć czy siedem z tych dziewięciu było niemal identycznych – schodziłem do środka z prawego skrzydła i dogrywałem na głowę napastnika. Więc powtarzalność jest i to mnie cieszy. Ulubiona? Chyba ta z debiutu w pierwszym składzie Dinama, ze Slavenem Belupo (2:1). I ta najnowsza, bo mecz był bardzo trudny, nie układał nam się, Slaven dobrze zorganizował grę defensywną, było mało miejsca, ale udało mi się minąć przeciwnika, dograć fantastyczną piłkę na długi słupek, nasz napastnik to skończył i mogliśmy bardziej uspokoić grę, bo wygrywaliśmy 1:0.

– Jak pierwsze wrażenia z gry w lidze chorwackiej? Wielu Polaków tam dotychczas nie występowało.
– Tak, wiem, że wcześniej w Dinamie był jeden Polak – Grzegorz Sandomierski, z którym znam się z Białegostoku. Gdy dowiedziałem się o ofercie z Dinama, zadzwoniłem do Grześka. Powiedział, że mam się nawet nie zastanawiać, bo to wielki klub i pomimo tego, że on tam nie grał, to wspomina dobrze tych ludzi, organizację. Da się odczuć, że Dinamo w Chorwacji znaczy bardzo dużo. Ludzie śmieją się, że to chorwacki Real Madryt. Oczywiście z zachowaniem proporcji. Ale każda drużyna, nawet z dołu tabeli, ma kilku bardzo kreatywnych zawodników o wysokich umiejętnościach indywidualnych. Liga jest bardziej techniczna i przyjemna do oglądania. W meczach jest bardzo dużo sytuacji, są piłkarze potrafiący wygrywać pojedynki, operujący obiema nogami. W Polsce nie zawsze można to zobaczyć. Dlatego przyjeżdża dużo ludzi z zagranicy oglądać tych zawodników. Nie ma co ukrywać, Dinamo w każdym okienku zarabia i sprzedaje chłopaków nawet i za 20 milionów euro.

– Skoro nawiązałeś do polskiej ligi, to nie mogę nie wspomnieć niedzielnej wypowiedzi Ivana Runje, który stwierdził, że "w Ekstraklasie nie ma umiejętności, tylko jest presja". Zgadzasz się z tym?

– Każdy może mieć swoje zdanie. Niektórym piłkarzom z Chorwacji też by było trudno w naszej lidze, bo jest ona mocno fizyczna. Wydaje mi się, że Ivanowi chodziło konkretnie o mecz Jagiellonia – Legia, bo w nim nie było za dużo grania w piłkę, tylko bieganie, walka i bramki po stałych fragmentach gry. Nie chodziło mu chyba o całą ligę, tak to zrozumiałem. Natomiast Ivan grał w lidze chorwackiej i widział jak to wygląda. Ta liga jest miła dla oka, techniczna, ale polska Ekstraklasa też nie jest słaba i kilku dobrych, młodych Chorwatów – tych, którzy co roku odchodzą stąd za grube miliony – też miałoby problemy na początku w polskiej lidze. Piłkarsko mogliby się obronić, ale w Polsce na początku najważniejsza jest fizyczność.

– Jak się odnajdujesz w szatni Dinama jako jedyny Polak?
– Nie spodziewałem się, że przyjdzie mi to tak łatwo. Mimo tego, że dobrze znam język angielski, to na początku miałem obawy związane z komunikacją. Ale nie czułem żadnej różnicy między wejściem do szatni Dinama, a tym, co pamiętam z Górnika Zabrze, Wigier Suwałki, Dolcanu Ząbki, itd. Chłopaki przyjęli mnie fantastycznie, mimo że nie mogłem z nimi trenować od początku, bo miałem niezaleczone złamanie zmęczeniowe z poprzedniego sezonu. Trenowałem indywidualnie, ale od razu mnie wspierali, a później, gdy zobaczyli na co mnie stać, dostałem od nich jeszcze większe zaufanie. Teraz czuję się tak jakbym grał w Polsce. Mogę rozmawiać i po angielsku, i po chorwacku, i po polsku. Jest trener Bjelica, jest Mario Situm, który grał w Lechu Poznań i świetnie mówi po polsku, jest Emir Dilaver, z którym rozmawiamy czasem w trzech językach naraz. Jest wesoło.

– A jak relacje z trenerem Bjelicą? W Polsce nie miałeś okazji z nim pracować.
– Nie miałem, ale słuchałem opinii innych piłkarzy. Każdy mówił, że to najlepszy trener, z jakim pracował. Nawet Marcin Robak, który rzekomo miał z nim konflikt, też powiedział, że to najlepszy trener, z jakim miał styczność. Nie ma tu przypadku. To człowiek, który wymaga jakości. Wszystko musi być na tip-top. Jeśli nie jest, to potrafi uderzyć ręką w stół. Powtarza, że Dinamo to największy klub w Chorwacji i musisz tu być skoncentrowany w każdym meczu i na każdym treningu. Mamy bardzo szeroką kadrę, 30 zawodników i wystarczy jeden słaby mecz, żeby na dwa albo trzy tygodnie usiąść na ławce. Ale ja mam z nim bardzo dobre relacje. Ściągnął mnie tutaj, dał szansę debiutu w eliminacjach Ligi Mistrzów i w Lidze Europejskiej. W żadnym polskim klubie nie miałbym takiej możliwości. Tu mogę się rozwijać.

– Rozumiem, że prezentując taką formę, czujesz się pewniakiem do powołań na listopadowe mecze reprezentacji?
– Nie. Każdy trener ma swoją wizję. Ja się nie zastanawiam nad tym, co będzie za dwa tygodnie. Kiedy dostaję szansę, staram się grać jak najlepiej. Strzelam coraz więcej goli, mam mnóstwo asyst i zamierzam dalej się rozwijać, ciężko pracować i nie spoczywać na laurach.

– Jasne, ale zakładam, że nie satysfakcjonuje cię na razie tylko jedna szansa w towarzyskim meczu z Irlandią. Dzisiaj masz tyle asyst, co wszyscy nasi pozostali skrzydłowi razem wzięci. Takiej formy nie można zignorować.
– Przyjeżdżając na ostatnie zgrupowanie też byłem w formie. Tak jak mówię, ze swojej strony mogę tylko dobrze prezentować się w meczach Dinama i na treningach w reprezentacji. Jestem ambitnym zawodnikiem i moim marzeniem jest gra z orłem na piersi, to jasne. Dostąpiłem tego zaszczytu, zagrałem 45 minut z Irlandią. Ale moja droga życiowa tak się układa, że o wszystko zawsze musiałem walczyć. Byłem w czwartej lidze, w trzeciej, drugiej, pierwszej, Ekstraklasie, w końcu spełniłem marzenie o grze w kadrze i o wyjeździe za granicę. Następnym marzeniem jest być zawodnikiem numer jeden na swojej pozycji w reprezentacji. Taki mam cel i będę się starał go realizować. Natomiast do meczów listopadowych jest jeszcze mnóstwo czasu, mam w Dinamie jeszcze dwa mecze w lidze, jeden w krajowym pucharze i jeden w Lidze Europejskiej. Tak więc jest okazja do "łapania minut" i wykręcania statystyk i wierzę, że jeszcze dołożę w tych meczach coś dobrego do bilansu.

Statystyki Damiana Kądziora w lidze chorwackiej (fot. transfermarkt.pl)

– Jakie były nastroje w szatni po porażkach z Włochami (0:1) i Portugalią (2:3)? Przeżywaliście to czy, tak jak mówił Robert Lewandowski, Liga Narodów niespecjalnie was "grzeje"?
– Nie jestem w reprezentacji od tylu lat i nie znaczę w niej tyle, co Robert Lewandowski. Nie w mojej naturze jest wypowiadać się na takie tematy. Dla mnie każdy mecz w narodowych barwach jest wielkim wyróżnieniem i uważam, że w reprezentacji nie ma meczów "mniej ważnych". Czy to sparing z Irlandią, czy z Czechami, czy Liga Narodów, występ z orłem na piersi to największa duma, jaka może cię spotkać. Masz wyjść, pokazać swoje umiejętności i reprezentować kraj, który ma 40 milionów obywateli, a ty jesteś jednym z tych jedenastu, którzy dostali szansę na boisku. I to jest piękne. Wiadomo, że w każdym meczu chciałoby się wygrywać, ale uważam, że w starciach z Włochami i Portugalią byliśmy po prostu słabsi piłkarsko. Można nawet powiedzieć, że wyniki były lepsze niż gra. Owszem, z Włochami przegraliśmy po golu w końcówce, ale już Portugalia pokazała, że jest być może jedną z pięciu najlepszych drużyn na świecie. Od ich prawej strony – Joao Cancelo i Bernardo Silvy – powinniśmy się uczyć. Sam podpatrywałem jak grał w tym meczu Silva. To dla mnie wielki przykład i doskonała okazja, by samemu coś wyciągać dla siebie z takich spotkań.

– Na koniec: murem za Broszem?
– Zdecydowanie. W Zabrzu powinni mu postawić pomnik. Awansował do Ekstraklasy, gdy nikt nie dawał Górnikowi jednego procenta szans. Przez rok pracy z nim dużo się nauczyłem. Dzięki grze w Zabrzu trafiłem do reprezentacji i mogłem wyjechać za granicę. Jestem całym sercem z tym zespołem, z chłopakami i bardzo mocno im kibicuję. Ostatnie trzy mecze moje i Górnika się nakładały i nie mogłem oglądać, ale najbliższe spotkanie z Legią obejrzę na żywo i będę trzymał kciuki za chłopaków, żeby na Łazienkowskiej zdobyli trzy punkty i wygrzebali się z dołu tabeli.

Stoję murem za Marcinem Broszem. W Zabrzu powinni wybudować mu pomnik – Damian Kądzior
Damian Kądzior – zawodnik z potencjałem Cristiano Ronaldo?

najpopularniejsze

Juventus Turyn – Frosinone Calcio 3:0. Kolejny gol Cristiano Ronaldo

Ojciec Emiliano Sali: mam nadzieję, że znajdą go jak najszybciej

Puchar Świata w skokach narciarskich: wielki triumf Polaków w Willingen

"Okiem redakcji". Gra Polaków pod lupą

Magazyn piłkarski "4-4-2" (04.02.2019) – Wilkowicz, Żelazny, Engel