tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

2018 rok w tenisie. Król Djoković, skandalistka Serena i pożegnanie Radwańskiej. Wyjątkowy sezon!

Chyba nikt nie spodziewał się, że w 2018 roku fani tenisa będą przeżywali tyle emocji. Kibice przecierali oczy ze zdumienia nie tylko obserwując wydarzenia na korcie, ale też i poza nim. To był triumfalny powrót Novaka Djokovicia, niesłychany finał kobiecego US Open z Sereną Williams w roli głównej skandalistki, a także rok, w którym pożegnaliśmy Agnieszkę Radwańską.
Rok 2018 w tenisie obfitował w wiele niezapomnianych wydarzeń (fot. Getty)

WTA: czego oczekiwać od Świątek? "Życzę jej TOP 100"

Nasze podsumowanie 2018 roku w tenisie podzieliliśmy na zawody pań i panów. Oto lista najciekawszych wydarzeń z sezonu ATP i WTA.

TENIS MĘŻCZYZN


1. Najlepszy tenisista - Novak Djoković

Król powrócił na tron. Serb z powodu kontuzji łokcia w lipcu 2017 roku ogłosił długotrwały rozbrat z kortami. Wznowił jednak grę na początku tego sezonu. Nie był to łatwy powrót. W pierwszym wielkoszlemowym turnieju w Melbourne, gdzie wygrywał aż sześciokrotnie w karierze, musiał się pogodzić z porażką już w czwartej rundzie z Hyeonem Chungiem. Potem było coraz gorzej. Przegrana w pierwszym meczu w Indian Wells z mało znanym Japończykiem Taro Danielem, klęska w dwóch setach z Francuzem Benoit Paire w Miami, odpadnięcie z turnieju po meczu z Austriakiem Dominiciem Thiemem w Monte Carlo, wpadka w pierwszej rundzie w Barcelonie ze Słowakiem Martinem Klizanem i rozczarowanie w Madrycie, gdzie pokonał go Brytyjczyk Kyle Edmund.

Gdy wydawało się, że Djoković już nigdy nie wróci do dawnej formy... nastąpił przełom na turnieju w Rzymie. 31-letni Serb, co prawda przegrał w finale ze swoim odwiecznym rywalem Rafaelem Nadalem, ale wreszcie pokazał zagrania, z jakich pamiętaliśmy go z najlepszych lat. Następnie ćwierćfinał Roland Garros trudno uznać za sukces, ale był to wstęp do tego, co miało nadejść w następnych tygodniach.


Przegrany po zaciętym boju finał turnieju w Londynie z Marinem Ciliciem był idealną przeprawą przed Wimbledonem. To właśnie w tym najbardziej prestiżowym turnieju na świecie forma Djokovicia odrodziła się w pełni. Półfinał z Nadalem na długo pozostanie w pamięci kibiców. Ponad 5-godzinny pojedynek był kwintesencją tenisa. A finał, wygrany z zawodnikiem z RPA Kevinem Andersonem, okazał się już tylko formalnością. Serb po trzech setach mógł cieszyć się z kolejnego wielkoszlemowego zwycięstwa.

Na fali tego sukcesu przebijał się w kapitalnym stylu na tron listy ATP. Od turnieju w Toronto, gdzie miał wpadkę ze wschodzącą gwiazdą tenisa – Stefanosem Tsitsipasem Serb wygrał aż 22 (!) spotkania z rzędu. Dzięki niebywałej serii pokwitował tytuły w Cincinnati (finał ze Szwajcarem Rogerem Federerem), Nowym Jorku (kolejny wielkoszlemowy triumf po finale z Argentyńczykiem Juanem Martinem del Potro), Szanghaju (po finale z Chorwatem Borną Coriciem). Powstrzymał go dopiero młody Rosjanin Karen Chaczanow w finale turnieju w Paryżu. Na koniec sezonu Djoković doszedł jeszcze do finalu ATP Finals w Londynie, gdzie uległ Alexandrowi Zverevowi, ale mimo porażki w decydującym meczu mógł się cieszyć z niezwykle udanego sezonu. Jeśli tak dalej pójdzie Serb ma szansę na zostanie tym, który ma wszystkie aktualne tytuły wielkoszlemowe. Pozostało mu wygrać Australian Open i Roland Garros. A wówczas jego rywalizacja z Federerem i Nadalem o miano najlepszego tenisisty wszech czasów nabierze dodatkowego smaku.

2. Najlepszy mecz: Novak Djoković – Rafael Nadal 6:4, 3:6, 7:6 (11-9), 3:6, 10:8 w półfinale Wimbledonu

Novak Djoković i RafaelNadal po półfinale Wimbledonu (fot. Getty)

To było 52. starcie Djokovicia z Nadalem w historii ich niesamowicie zaciętej rywalizacji. Przed półfinałem na trawiastych kortach w Londynie Serb wygrał 26 razy, a Hiszpan – 25. Nikt nie był w stanie przewidzieć, kto tego dnia zejdzie z kortu zwycięski, ale też chyba nikt nie spodziewał się aż takiego widowiska.


5 godzin i 15 minut tenisa na najwyższym poziomie. Poziomie z innej planety. Dramatyczne zwroty akcji, niebywała powtarzalność, kapitalne piłki kończące (mieli w tym meczu ponad 70 piłek wygrywających) – ten spektakl miał dosłownie wszystko. Dziennikarze i eksperci jak mantrę powtarzali po ostatniej akcji – przedwczesny finał,epickie wydarzenie. Dawno miłośnicy tenisa nie mieli aż takiej uczty.

Honorowe wyróżnienie: Rafael Nadal – Dominic Thiem 0:6, 6:4, 7:5, 6:7 (4-7), 7:6 (7-5) w ćwierćfinale US Open

Rafael Nadal i Dominic Thiem pomeczu w ćwierćfinale US Open (fot. Getty)

Warto wspomnieć o jeszcze jednym meczu w 2018, bo w męskim tenisie poziom mieliśmy w tym sezonie wyjątkowo wysoki. Na korcie w Nowym Jorku kibice zobaczyli kapitalne spotkanie Nadala z Thiemem, które trwało niemal 5 godzin. I choć to Hiszpan triumfował było to, jak się później okazało, zwycięstwo pyrrusowe. W półfinale z del Potro nie był w stanie podjąć walki i skreczował w trzecim secie i do końca sezonu nie wrócił na kort. Thiema zapamiętamy szczególnie z pierwszej partii, gdy oddał Nadalowi jedynie 7 (!) piłek, wygrywając seta do 0.


3. Największa kontrowersja - likwidacja Pucharu Davisa w dotychczasowej formie

Po 118 latach zamordowano jedną z najbardziej prestiżowych i najstarszych imprez drużynowych na świecie. Uczynił to nowy inwestor, którego reprezentował piłkarz Barcelony i jednocześnie szef firmy Cosmos - Gerard Pique. Olbrzymie pieniądze, jakie Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) ma otrzymać za zmianę formatu zawodów, sprawiły, że Puchar Davisa już nigdy nie będzie taki sam.

Plan nowych rozgrywek zakłada, że w lutym 24 drużyny zagrają kwalifikacje systemem dom-wyjazd. 12 z nich wystąpi w finale w listopadzie. Dołączy do nich czterech półfinalistów zeszłorocznych rozgrywek Pucharu Davisa, a także dwa zespoły, które otrzymają dzikie karty. Już wiadomo, że dano je Argentynie i Wielkiej Brytanii.


Zamiast rocznej imprezy dostaniemy jednotygodniowy turniej, w którym próżno będzie szukać gwiazd. Zawodnicy w oficjalnych listach do ITF odmawiają gry w zawodach zaplanowanych w Madrycie. Ciężko powiedzieć, jak to się odbije na tych rozgrywkach. Wiadomo już jednak, że nowy format mocno podzielił tenisowy świat.

4. Wschodząca gwiazda - Stefanos Tsitsipas

Stefanos Tsitsipas (fot. Getty)

Na początku sezonu 20-letni Grek był sklasyfikowany na 91. pozycji w światowych rankingach. Jednak szybko rosły zawodnik (193 cm wzrostu) przebił się do czołówki. Początek roku nie był zbyt udany dla Tsitsipasa, ale już w kwietniu błysnął na kortach w Barcelonie, gdzie dopiero w finale nie sprostał Nadalowi. Sytuacja powtórzyła się w Toronto, bo znów w finale lepszy był Hiszpan. Triumf przyszedł pod koniec sezonu w Sztokholmie, gdzie Tsitsipas wygrał swój pierwszy turniej ATP w karierze. Potem były jeszcze wygrane zawody Next Gen ATP Finals (występują zawodnicy do lat 21) w Mediolanie, tam Grek wyróżnił się na tle innych utalentowanych.

To tylko potwierdza teorię, że przed Tsitsipasem kariera stoi otworem. Szczególnie jeśli uwzględnimy, że w tym sezonie ograł Novaka Djokovicia i to wtedy, gdy Serb był na fali. Poza tym zawodnik urodzony w Atenach sport ma w genach. Pochodząca z Rosji matka Julija Apostoli jest byłą zawodową tenisistką.

Nie zapominamy też o innych zawodnikach młodego pokolenia. 21-letni Niemiec Alexander Zverev jest już uważany za tenisistę ze ścisłej czołówki, szczególnie po wygraniu ATP Finals na koniec sezonu. Świetnie rozwija się też 22-letni Rosjanin Karen Chaczanow, czy 22-letni Chorwat Borna Corić.

5. Polska nadzieja – Hubert Hurkacz

Hubert Hurkacz (fot. Getty)

21-letni tenisista z Wrocławia sezon zaczynał poza czołową "200" na światowych listach. Szturmem udało mu się jednak wejść do top 100 na koniec sezonu. Zajmuje – 87. miejsce w rankingu ATP. Dobre występy w challengerach (m.in. finał w Zhuhai, zwycięstwo w Poznaniu i Breście) a także debiuty w głównej drabince na najbardziej prestiżowych turniejach wielkoszlemowych – Roland Garros, Wimbledonie i US Open, mogą napawać sporym optymizmem przed kolejnym sezonem. Szczególnie, że Hurkacz z dobrej strony pokazał się w zawodach Next Gen ATP Finals, gdzie w założeniu grają przyszłe gwiazdy tenisa.

TENIS KOBIET


1. Najlepsza tenisistka – Simona Halep

Simona Halep po wygraniu turnieju Roland Garros (fot. Getty)

27-letnia Rumunka była niekwestionowaną liderką rankingu WTA przez prawie cały sezon. Tylko na niecały miesiąc oddała panowanie Caroline Wozniacki. Nie sposób oprzeć się jednak wrażeniu, że zawodniczka z Konstancy nie zdominowała światowego tenisa kobiet tak, jak wskazuje na to punktacja. Halep dopiero w tegorocznym Roland Garros w Paryżu wygrała pierwszy w karierze (!) turniej wielkoszlemowy. Jak to porównać do 20 (!) wielkoszlemowych wygranych Federera? Nie da się.


Oczywiście Federer jest o 10 lat starszy od Halep, ale też poziom rywalizacji na arenie męskiej jest po prostu od lat wyższy niż wśród pań. Trzeba sobie to uczciwe powiedzieć. Nie ma już takich gwiazd, jak Steffi Graf, Martina Hingis, Monica Seles, czy Justine Henin. I choć do gry po urodzeniu dziecka powróciła Serena Williams – to Amerykanka w wieku 37 lat raczej kończy karierę, niż wraca, by raz jeszcze zdominować tę dyscyplinę.

Słowem – bezkrólewie. Z wybijającą się Halep, ale też trzeba dodać, że Rumunka źle kończyła sezon. W trzech ostatnich turniejach – w tym US Open – odpadała już po pierwszych meczach. Cały czas czekamy więc na to aż któraś z pań będzie na miarę dawnych mistrzyń.

2. Najlepszy mecz: Simona Halep - Sloane Stephens 7:6 (8-6), 3:6, 6:4 w finale w Montrealu

Powtórka tegorocznego finału Roland Garros, po którym Rumunka cieszyła się z pierwszego wielkoszlemowego triumfu. Podobnie, jak w Paryżu – emocji i niesamowitych zwrotów akcji nie zabrakło. Halep w pierwszym secie prowadziła już 4:1. Amerykanka odrobiła jednak straty i miała nawet dwie piłki setowe przy podaniu Rumunki w 12 gemie. O losie pierwszej partii musiał zdecydować tie-break. I tu sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Halep przegrywała już 1-5, ale w końcówce wzięła się do roboty, obroniła dwa kolejne set-pointy i wygrała partię!

Drugi set to już dominacja Stephens, która po początkowej stracie podania trzykrotnie przełamała rywalkę. O wszystkim zdecydowała trzecia partia. Tu wydawało się, że szybko dopnie swego liderka światowych list. Nic bardziej mylnego. Stephens od stanu 2:5 w gemach obroniła trzy piłki meczowe i nagle zrobiło się 4:5. Serwis nie zawiódł jednak Halep w końcówce i przy czwartej piłce meczowej nie dała szans Amerykance. Znów mogła się cieszyć ze zwycięstwa po 2 godzinach i 39 minutach gry.

3. Największa kontrowersja - Serena Williams w finale US Open

Gdy po skomplikowanej ciąży i długim rozbracie z kortami Serena Williams wracała do WTA Tour nikt chyba nie spodziewał się, że 37-letnia Amerykanka będzie jeszcze w stanie wznieść się na wyżyny możliwości. I choć rzeczywiście nie zdołała przebić się do pierwszej "10" rankingu, a porażka w pierwszej rundzie w San Jose z Brytyjką Johanną Kontą (1:6, 0:6) na długo pozostanie w pamięci, to dwa finały wielkoszlemowe – Wimbledon i US Open – robią niesamowite wrażenie.

Niestety przy okazji tego drugiego finału bardzo negatywne wrażenie na większości obserwatorów zrobił też brak klasy Sereny Williams. Amerykanka nie sprostała młodziutkiej Japonce Naomi Osace i przegrała 2:6, 4:6. Zanim jednak zeszła z kortu pokonana wdała się w awanturę z głównym arbitrem spotkania Portugalczykiem Carlosem Ramosem.

Serena Williams kłóci się z sędzią podczas finału US Open (fot. Getty)

Wszystko zaczęło się w drugim secie. Amerykanka miała poważne problemy. Pewnie dlatego z trybun zaczął jej podpowiadać trener Patrick Mouratoglou. Za niedozwolony coaching (komunikacja werbalna lub niewerbalna trenera z graczem) tenisistka otrzymała ostrzeżenie. Williams nie potrafiła się z tym pogodzić. Twierdziła, że nie otrzymała żadnych rad i nie zauważyła żadnych gestów szkoleniowca. Trzymała się tej wersji nawet na pomeczowej konferencji prasowej, gdy Mouratoglou już przyznał się w wywiadzie dla telewizji ESPN, że dopuścił się nieprzepisowego coachingu.

Carlos Ramos został nazwany "złodziejem" i "oszustem". Długa tyrada Williams była wspierana przez 24-tysięczny tłum zgromadzony na korcie Arthura Ashe'a, który buczał i gwizdał na sędziego. Portugalczyk cierpliwie znosił wyzwiska, a potem z całą stanowczością – zgodnie z przepisami – odebrał Serenie Williams gema. Sędzia Ramos kort opuszczał w asyście ochrony przy bardzo wrogo nastawionej nowojorskiej publiczności. Naomi Osaka nie potrafiła ukryć łez tuż przed ceremonią wręczenia nagród. Nie były to jednak łzy szczęścia. Dla 20-letniej Japonki powinien być to najszczęśliwszy dzień w życiu, ale przy przeraźliwie gwiżdżącej publiczności – dzień ten został jej odebrany.

Skandal miał ciąg dalszy długo po zakończonym turnieju. Tenisistkę, która próbowała zrzucić winę na arbitra i rzekomy seksizm, wsparło wiele szanowanych postaci ze świata sportu – z szefostwem amerykańskiej federacji tenisowej (USTA) i władzami WTA na czele.

4. Wschodząca gwiazda - Naomi Osaka

21-letnia Japonka pochodzenia haitańskiego na długo zapamięta wspomniany finał US Open i będzie miała do niego ambiwalentny stosunek.

Osaka ma wszystko czego potrzeba, by dojść na szczyt – świetną technikę, bardzo dobre przygotowanie i warunki fizyczne, mocną psychikę oraz odrobinę magii, która wkrótce powinna zapewnić jej kolejne wielkoszlemowe tytuły.

Naomi Osaka z trofeum US Open (fot. Getty)

Osaka zaczynała z 68. pozycji na świecie. W marcu sięgnęła już po pierwszy skalp, gdy wygrała turniej w Indian Wells, po drodze pokonując Halep. Potem bywało lepiej lub gorzej aż przyszedł turniej w Nowym Jorku. Pod koniec roku osiągnęła jeszcze finał w Tokio. Sezon zakończyła trzema porażkami w WTA Finals, ale nie ma żadnych wątpliwości, że talent ma olbrzymi.

Na uwagę zasługuje też 20-letnia Białorusinka Aryna Sabalenka, z którą Osaka miała już bardzo ciężką przeprawę w US Open. Sabalenka rok zakończyła z pierwszymi triumfami w turniejach WTA. Wygrała zawody w New Haven i Wuhan, co dało jej awans na 13. miejsce w rankingu. Nic dziwnego, że tenisistka z Mińska została wybrana nowicjuszką roku (WTA Newcomer of the Year), a warto dodać, że w 2016 roku ta nagroda przypadła Osace. Szykuje się zatem pasjonująca rywalizacja tych dwóch bardzo uzdolnionych.

5. Polska nadzieja - Iga Świątek

Iga Świątek z juniorskim trofeum Wimbledonu (fot. Getty)

Miejmy nadzieję, że do rywalizacji na najwyższym poziomie włączy się też Iga Świątek. 17-letnia Polka na razie sukcesy osiąga w niżej notowanych od WTA zawodach ITF, ale biorąc pod uwagę jej wyniki (wygrane turnieje w Szarm el-Szejk, Pelham, Budapeszcie i Montreux) już niedługo powinna spróbować sił na wyższym poziomie. Szczególnie, że wygrała też wielkoszlemowy turniej juniorski w Wimbledonie i w grze podwójnej – juniorski French Open. Trzymamy kciuki, aby postęp młodej warszawianki był tak widoczny, jak jej awans w rankingu. Polka zaczynała ten rok na 690. miejscu WTA, aby zakończyć go na 186. pozycji.

6. Pożegnanie Agnieszki Radwańskiej

Agnieszka Radwańska (fot. Getty)

14 listopada 2018 roku Agnieszka Radwańska w wieku 29 lat i po 13 latach zawodowej gry na korcie ogłosiła zakończenie kariery. Ulubienica publiczności w ostatnim czasie miała coraz większe problemy ze zdrowiem. Ponadto coraz bardziej skupiała się na sprawach pozasportowych. W lipcu 2017 poślubiła swojego wieloletniego partnera Dawida Celta.


Finalistka Wimbledonu 2012, była wiceliderka rankingu WTA, zwyciężczyni kończącego sezon turnieju WTA Finals w 2015 roku, zostanie zapamiętana, jako jedna z najważniejszych ikon polskiego tenisa. Pozostaje nam życzyć "Isi" wszystkiego dobrego na jej nowej życiowej drodze i liczyć na to, że już niedługo z sukcesami zastąpi ją inna nasza rodaczka.

Novak Djoković najlepszy w Mubadala World Tennis Championship

najpopularniejsze

Ojciec Emiliano Sali: mam nadzieję, że znajdą go jak najszybciej

Short track, PŚ w Dreźnie. Natalia Maliszewska trzecia w finale na 500 metrów

"Niesprzedana jedenastka": Lech Poznań (odc. 7)

Magazyn piłkarski "4-4-2" (04.02.2019) – Wilkowicz, Żelazny, Engel

"Złowione w sieci". Wielka walka Polaka i powrót Mostowiaka