tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Sala tortur, burza i król. Co łączy świeczki i MŚ 2009 w Chorwacji?

10 lat temu, 19 stycznia 2009 roku, polscy piłkarze ręczni niespodziewanie ulegli Macedonii 29:30 i doznali pierwszej porażki na mistrzostwach świata w Chorwacji. Mecz miał jednego bohatera – niestety, z obozu rywali. Zanim jednak Polacy wybiegli na boisko, Maciej Nowak i Paweł Papaj, lekarz i kierownik kadry, znaleźć musieli w Varażdinie rezonans i... świeczki.
Mariusz Jurasik (tyłem, z piłką) i mur zawodników reprezentacji Macedonii, MŚ 2009 (fot. Getty)

Minister obrony narodowej. Jak Szmal zatrzymał Rosjan i... pił alkohol

Doktor Nowak? Wspaniały człowiek! – mówią zawodnicy. – No i miewał swoje "przesądy" – dodają. – Nie, nie. Ja byłem po prostu pragmatyczny – wyjaśnia. Na czym polegał ten pragmatyzm?

Ściśle związany jest ze... świeczkami. Nowak: – Żebym to wyjaśnił, musimy cofnąć się do 2005 roku...

Chodzi o pierwsze zgrupowanie reprezentacji za kadencji Bogdana Wenty. Kadra przebywa w Magdeburgu, gdzie Wenta jest na co dzień trenerem miejscowego klubu. Hotel. Restauracja, sale do regeneracji, obok park i... linia wysokiego napięcia.

Mieliśmy taki zwyczaj, że po południu, już po treningu, graliśmy w kalambury. Taka zwykła gra w ramach integracji. Dwie drużyny, sporo śmiechu. W pewnym momencie – burza. Ale taka jak na Pacyfiku, sztorm. W linię uderza piorun. Huk, potężny błysk i... ciemność – opowiada. – A ja miałem ze sobą świeczkę, więc... zapaliłem ją i kontynuowaliśmy grę. Tak narodziła się geneza świeczek.

Od tego momentu, na każde zgrupowanie będzie jechał ze świeczką. Gdy wraz z fizjoterapeutami Jerzym Buczakiem i Krzysztofem Rudominą będą doprowadzać zawodników do zdrowia w "sali tortur" – tak gracze mówili na ich pokój – świeczka będzie się palić.

Nie miało to nic wspólnego z kadzidełkiem. Po prostu: świeczka miała nas zabezpieczać przed niespodziankami. To był taki rytuał. Ona się paliła, tak jak palą się świeczki w eleganckiej restauracji. Później zawodnicy mówili, że byłem przesądny. Nie, nie. Ja byłem pragmatyczny – uśmiecha się.

Maciej Nowak, zdjęcie z 2012 roku (fot. Getty)

Pierwszym zakupem w Chorwacji były więc świeczki. Tyle, że nie było to takie łatwe. – Nowe miasto, zupełnie nieznane, a i Internet 10 lat temu nie wyglądał tak jak teraz. Chodziliśmy nieco "w ciemno" – wyjaśnia Paweł Papaj, który był wtedy kierownikiem zespołu.

Świeczek trzeba było kupić więcej, bo i "sala tortur" była pokojem, w którym światło gaszono najpóźniej. Niekiedy – wcale. – Jeśli zawodnicy grają mecze dzień po dniu lub co dwa dni, to liczba siniaków, stłuczeń i mikrourazów jest ogromna. Niektórzy w pokoju fizjoterapeutów spędzali po kilka godzin dziennie. Nie dlatego, że to fajna sprawa, tylko po to, by w ogóle nadawać się do gry – opowiada Papaj. – Gorzej jak ktoś miał poważniejszy uraz... – dodaje.

Pierwszym, który w Chorwacji doznał kontuzji był Krzysztof Lijewski. – Naprawdę? Nie pamiętam – mówi. – Ale wiesz, to żadne zaskoczenie. Ja to w ogóle "człowiek-kontuzja" jestem! – śmieje się. Rzeczywiście, na dużych turniejach miewał problemy ze zdrowiem częściej niż inni.

Wtedy nabawił się urazu kolana. Głupia sprawa – w spotkaniu z Rosją jeden z zawodników przypadkowo wpadł w niego. Kolano wygięło się w drugą stronę. Lijewski dograł mecz do końca, ale ból był duży. Konieczne było badanie, rezonans.

No i tu znów przygody. Chorwackie szpitale nie wyglądały wtedy wcale lepiej od tych w Polsce. Może były nawet w gorszym stanie? – zastanawia się Papaj. – Pojechaliśmy w każdym razie na rezonans. Tyle, że trzeba było się o niego prosić. Na nic tłumaczenia, że gramy tu na mistrzostwach... Swoje metry trzeba było "przejść", by to wszystko załatwić – wspomina.

Diagnoza: naderwane więzadło poboczne kolana. – Niestety... Albo i stety! Gdyby to było inne więzadło, to skończyłoby się na długiej przerwie, a tak wróciłem po dwóch meczach – ocenia Lijewski. Te dwa, które opuścił, to starcia z Macedonią i Tunezją. Zastąpił go Mariusz Jurkiewicz. Po nich... zamknięto go w izolatce. O tym innym razem...

Krzysztof Lijewski, Bartosz Jurecki i Bartłomiej Jaszka, MŚ 2009 (fot. Getty)

***

19 stycznia 2009, Varażdin, trzeci mecz w turnieju. Rywalem Macedonia, drugi raz w historii grająca na mistrzostwach świata. Marcin Lijewski: – Byliśmy zespołem zdecydowanie lepszym od nich. Różnica poziomów. Nie mam pojęcia, jak mogliśmy przegrać...

Macedończycy mieli w Chorwacji dwa atuty. – Grał u nich taki gość... Kirił Łazarow... – zawiesza głos Sławomir Szmal. Łazarow miał 28 lat, 193 cm wzrostu, 100 kg wagi i lewą rękę, którą bił dziury w ścianie. Już wtedy był w kraju ikoną. "Król Kirił". Po dziś Macedończycy kochają go miłością bezgraniczną.

Łazarow w Chorwacji był w życiowej formie. Rzucał ponad 10 goli na mecz. Strzelecki rekord mistrzostw wykręcił do 93 trafień. Minęła dekada, a nikt nawet nie zbliżył się do tego wyniku...

W meczu z Polską zdobył 13 goli. Wszyscy wiedzieli jak rzuca, ale nikt nie miał na niego sposobu. Bartłomiej Jaszka: – O takich występach mówi się, że gdyby rzucał z szatni, to wpadłoby do bramki. No i to był taki występ...

Łazarow był pierwszym atutem Macedończyków. Drugim – fanatyczni kibice. – Grali praktycznie u siebie, więc na ich meczach hale zawsze były wypełnione. A wiadomo jaki mają temperament... – mówi Marcin Lijewski.

Macedońscy kibice, MŚ 2009 (fot. Getty)

Sprawdzamy nagranie z tamtego meczu. Na trybunach – pustki. Ale Macedończycy są widoczni, kolorowi, z flagami. Większa grupa zebrała się za jedną z bramek i stamtąd prowadzi doping. Wygląda to tak:

Polacy wchodzą na boisko.
Gwizdy.

Prezentacja. Spiker: "Number one, Slawomir Smal..."
Gwizdy.
"Number two, Batlomiej Jazka..."
Gwizdy.
"Number four, Patlik Kuchsinski..."
Gwizdy.

Mazurek Dąbrowskiego. Do hymnu!
Gwizdy.

Pierwsza akcja Polaków.
Gwizdy. Dodatkowo: buczenie.

Karol Bielecki otrzymuje karę dwóch minut.
Euforia.

Trafia Kirił Łazarow.
"Kiryl! Kiryl! Kiryl!".

Tak już do końca. Im bliżej zwycięstwa są ich ulubieńcy, tym jest głośniej.

Kirił Łazarow (fot. Getty)

Mecz jest brzydki. Rywale grają długo, prowokują, szukają fauli, próbują nabrać sędziów. – Ciągle szukali kontaktu. Gdy rzucali, a nie trafili do bramki, zwykle dostawali rzut wolny. I tak w kółko – wspomina asystent Wenty, Daniel Waszkiewicz.

Polacy spodziewali się takiej gry. Chcieli zachować spokój, z chłodną głową rozegrać mecz. Wygrana pieczętowałaby awans do drugiej rundy. Mimo to dali się zdominować. Przepychanki, pyskówki, kuksańce. Rywale byli w tym lepsi. Prowadzili od początku, w 48. minucie było już 19:23.

Bierzemy Łazarowa krótko. Kto go weźmie? – pyta Wenta podczas czasu. Cisza. – Kto go będzie bronił? – dopytuje. Zgłasza się Rafał Gliński. Wenta zachowuje spokój, mecz można jeszcze wygrać. Tylko koncentracja!

Nic jednak nie wychodzi. Mariusz Jurasik nie rzuca karnego. Petar Angełow ma już 10 interwencji. Łazarow – mimo krycia Glińskiego – trafia na 25:20. Chwilę później na 27:23 i 28:25. Po tym ostatnim zbiega na ławkę. "Sam nie wiem jak to robię" – pokazuje do drugiego trenera, wykonuje znak krzyża. Ma 87 procent skuteczności, spudłował dwa z 15 rzutów.

Mimo to Polacy mogą uratować mecz. Rzucają trzy gole z rzędu, jest 28:29. Pierwszej szansy na remis nie wykorzystują, drugą – już tak. Trafia Marcin Lijewski. Zaciśniętą pięść wystawia w kierunku macedońskich kibiców. Do końca minuta i trzy sekundy. Bronimy!

Damian Wleklak w akcji w meczu z Macedonią (fot. Getty)

Dwie minuty kary – z kapelusza – dostaje jednak Daniel Żółtak. Wenta musi zrobić zmianę, chce wpuścić Michała Jureckiego. Ten nie słyszy jego komendy. – Michał! Obudź się, k**** mać! – krzyczy. "Dzidziuś" wchodzi. Macedończycy grają do skrzydła, Aluszowski trafia. 29:30 i 20 sekund.

Gramy w osłabieniu, rywale wychodzą wyżej. Kryją Lijewskiego i Bieleckiego. Pierwszy atak nie wychodzi. Sześć sekund. Bartosz Jurecki ustawia się z piłką, 10 metrów do bramki. Ma podać do Bieleckiego, a ten rzucić ile sił na remis. Gwizdek. Teraz albo nigdy.

Jurecki podaje, ale piłka przykleja się do jego dłoni. Bieleckiego łapią rywale. Koniec.

Macedończycy powiedzą później, że to ich największy sukces w historii. Polacy?
Jurasik: – Nie wiem, co zrobiliśmy źle. I nie wiem dlaczego gram tak źle. Może Ty wiesz?
Wenta: – Jestem wkurzony, po prostu. Zabrakło tego, co było wczoraj, z Rosją. Daliśmy plamę.
Lijewski: – Za przeproszeniem, popieprzyliśmy sobie sytuację w grupie.

Ta rzeczywiście zrobiła się ciekawa. Tabeli z pięcioma punktami przewodzili Niemcy. Dalej Macedonia i Polska – po cztery, Rosja – trzy, Tunezja – dwa i Algieria – zero. Dwie serie spotkań, sporo możliwości.

Polaków czekały mecze z Tunezją i Niemcami. Miejsca na potknięcie już nie było. – Zrobiliśmy sobie piekiełko. Trzeba pokazać charakter – rzucił Damian Wleklak. W pierwszej próbie – pokazali. O tym i o... filmach Barei – w poniedziałek.

Historii wysłuchali Damian Pechman i Maciej Wojs. Spisał Maciej Wojs.

***

MŚ 2009, grupa C (19 stycznia, Varażdin):

Polska – Macedonia 29:30 (15:16)

Polska:
Szmal, Malcher – Jaszka, Kuchczyński 2, Bielecki 7, Żółtak 1, Wleklak 1, B. Jurecki, Jurasik 3 (0/1), M. Jurecki, Tłuczyński 5 (3/4), Jurkiewicz, M. Lijewski 7 oraz Gliński 3
Karne: 3/5
Kary: 8 min. (Żółtak – 4 min., Bielecki oraz M. Jurecki – po 2 min.)

Macedonia: Angełow, Ristowski – Stoiłow, Aluszowski 5, K. Łazarow 13 (3/3), Mitkow, Telekow, Mirkulowski 1, Markowski, Mojsowski 5, Dimowski 2, F. Łazarow 2, Makalowski oraz Gjorgonowski 1
Karne: 3/3
Kary: 8 min. (Stoiłow, Aluszowski, Mitkow oraz Szundowski (trener) – po 2 min.)

Sędziowali: Ivan Cacador oraz Eurico Nicolau (Portugalia)

***

Pozostałe teksty o MŚ 2009 w Chorwacji:
Koszmarny lot po... medal. Wenta krzyczał: lądujemy! Tak zaczęły się MŚ w 2009 roku
Minister obrony narodowej. Jak Szmal zatrzymał Rosjan i... pił alkohol

Retro TVP Sport: MŚ 2009 w Chorwacji, 1. runda: Polska – Macedonia [MECZ]

najpopularniejsze

Juventus Turyn – Frosinone Calcio 3:0. Kolejny gol Cristiano Ronaldo

Ojciec Emiliano Sali: mam nadzieję, że znajdą go jak najszybciej

Puchar Świata w skokach narciarskich: wielki triumf Polaków w Willingen

"Okiem redakcji". Gra Polaków pod lupą

Magazyn piłkarski "4-4-2" (04.02.2019) – Wilkowicz, Żelazny, Engel