tvp.pl informacje sport kultura rozrywka vod serwisy tvp.pl program telewizyjny

Jarosław Królewski. Zawracanie kijem Wisły…

"Na koniec dnia jest" to jedno z ulubionych powiedzonek Jarosława Królewskiego. Koniec, który jest rezultatem dodatnich i ujemnych decyzji. Naukowiec, wizjoner, człowiek zerojedynkowy. Bogusław Leśnodorski określa go jako showmana i kolorowego ptaka. Z pierwszym określeniem się nie zgadza. Jeszcze kilka lat temu umawiała go do fryzjera żona, a teraz z czarem Steve’a Jobsa bierze udział w największej akcji ratunkowej w historii polskiego futbolu.
Fot. TVP / PAP

Paweł Klama: Wszedłeś w piłkarski świat drzwiami, ale z futryną, choć nie jest to pierwszy raz...
Jarosław Królewski: – Skłamałbym, gdybym powiedział, że w świecie nowych technologii jestem anonimowy, tak jak moja firma. Prawdą jest też, że wspieram klub z mojego rodzinnego miasta, mowa o Gliniku Gorlice, ale również pomagam wspaniałej drużynie kobiecej – UKS Staszkówka–Jelna, gdzie mamy reprezentantki Polski. Pomagam tam, gdzie idea jest bliska moim wartościom. Los sprawił, że zająłem się sprawą Wisły. To był impuls.

– Impuls, który może być znacznie droższy niż ten telefoniczny.
– Taka też jest moja praca, często nieprzewidywalna i irracjonalna. Wisła to dodatkowe wyzwanie. Chcę zrobić co tylko mogę i pomagam klubowi troszeczkę się ogarnąć. To kolejne ambitne zadanie w moim życiu.

– Pracoholik z wyboru. Niezwykłe jest również to, że po dłuższej przerwie spotkało się dwóch kumpli z boiska w Gorlicach. Najpierw wspólna szatnia, teraz wspólne gabinety.
– Nasza znajomość z prezesem Wisłockim wywodzi się jeszcze sprzed czasów licealnych. Wspólnie graliśmy w piłkę, uczyliśmy się, ale po studiach kontakt się urwał. Każdy poszedł w swoją stronę. Dojrzewamy, każdy ma swoje życie, sprawy i plany.

– Los miał inne plany i wasze drogi się połączyły!
– Ktoś widocznie napisał taki scenariusz. Chcę pomóc nie oczekując niczego w zamian. Rafał objął stanowisko w okresie, w którym mógłby nie poradzić sobie w pojedynkę nawet najbardziej doświadczony menedżer. W podręcznikach nie ma rozwiązań na każdą sytuację, a kiedy dowiedziałem się, że Rafał został prezesem, wiedziałem że muszę go wesprzeć. Nie mogłem zostawić go samego z tym.

– Poświęcasz na to dużo czasu. Życie prywatne, sprawy firmowe i do tego walka o cud. Przyznawałeś niejednokrotnie, że działania związane z Wisłą nie są długofalowe. Dopuszczasz myśl, że może stać się inaczej?
– Sport zawsze był obecny w moim życiu i jest bliski mojemu sercu. Jeśli czas tylko pozwala, to staram się od czasu do czasu zagrać z kolegami. Coś tam jeszcze potrafię. Natomiast nie widzę swojej dłuższej obecności zawodowej w tym segmencie. Mam sporo wyzwań na przyszły rok, które nie bagatelizując, są wielkie. Mamy dużych zagranicznych klientów i masę projektów. To mnie pochłania w stu procentach i z zespołem świetnych ludzi będziemy walczyć o to, aby realizować nasze założenia oraz marzenia.

Kuba Błaszczykowski gorąco powitany przez fanów po treningu Wisły

– Patrząc na to, ile zrobiłeś z Bogusławem Leśnodorskim i Rafałem Wisłockim w ostatnim tygodniu to można się bać...
– To krótki czas i staramy się realizować nasz plan maksymalnie efektywnie i precyzyjnie, na tyle ile to możliwe. Poza tym z Bogusławem mamy własne zadania oraz obowiązki poza Wisłą i gdyby zliczyć realny czas poświęcony na to, co robimy w klubie, to może wyszłyby trzy dni robocze i to takie na pół gwizdka.

– Definiujecie cud na nowo?
– Realizujemy strategię, która według nas jest dobrze wymyślona. Framework (szkielet do budowy aplikacji. Definiuje strukturę aplikacji oraz ogólny mechanizm jej działania – przyp. red.) pod kątem inżynieryjnym został bardzo dobrze opracowany, będzie to kluczowe w kolejnych fazach naszej działalności w Wiśle.

– Cytat: "Inwestycja w Glinika Gorlice to moja prywatna inicjatywa. Chciałbym, aby klub realizował ambitną misję szkoleniową, w tym rozwój młodzieży z różnych zakątków powiatu gorlickiego, która będzie stanowić trzon pierwszej drużyny". To zdanie komentarza do inwestycji w Wisłę?
– Przede wszystkim widzę to jako inwestycję wysokiego ryzyka. Mówię tu, chociażby o prywatnej pożyczce dla klubu. Ratujemy projekt, który trzeba było dokładnie poukładać kilka dni temu. Nie ma mowy o żadnych pochopnych decyzjach. Moje i nie tylko moje działania mają też na celu znalezienie poważnego inwestora strategicznego, którego poszukujemy na całym świecie, liczymy, że znajdziemy takiego, który długofalowo zainwestuje w wizję odrodzonego klubu.

– O pośpiechu nie może być mowy, choć wskazówki zegara są nieubłagane...
– Nie ma mowy o żadnym pośpiechu. Ostatnie działania są najrozsądniejszymi decyzjami, jakie mogliśmy podjąć, aby pomóc uporządkować chociażby zaległości finansowe. To pozwoliło uregulować płatności piłkarzy.

– Dane słowo jest święte!
– I to udowadniamy. Nie zostawiliśmy zawodników samym sobie. Zrealizowaliśmy to, o czym niejednokrotnie rozmawialiśmy, a to w tym momencie jest najważniejsze.

– Macie świadomość, mówię o Rafale Wisłockim i Bogusławie Leśnodorskim, że podjęliście się misji samobójczej? W krótkim czasie sprzątacie kilkuletni bałagan i rozwalacie chore układy. Tego jeszcze na naszej piłkarskiej ziemi nie widziano...
– Robię to m.in. po to, aby młodsze pokolenia dostrzegły, że w Polsce są tacy, którzy walczą w wydawałoby się w dramatycznej sytuacji o lepsze jutro w klubie skazanym na porażkę. Wierzę w to, że są przedsiębiorcy odważni i waleczni. Skoro wymagamy tego od piłkarzy, oczekujemy aby walczyli do końca, to dlaczego my tacy nie mamy być? Jest to wzór, którego Polakom brakuje.

– Wszyscy do broni?
– Chciałbym, żeby ci młodzi, ale nie tylko oni, którzy przeżywają wszystko to się dzieje w Wiśle, znaleźli w sobie tę odwagę. Nie może być też tak, że wszystko to, co zweryfikowaliśmy i to, co ujrzało światło dzienne, będzie przemilczane jak do tej pory i w nie nauczy nas jak nie postępować.

– Mówmy głośno o tym, gdy widzimy, że dzieje się źle...
– Chciałbym, aby akcja ratowania Wisły była zarówno społecznym fenomenem, jak i wyzwaniem, którego intelektualnie nie boimy się podjąć. Przykładem tego, że warto się zastanowić nad rzeczywistością, zmusić się do refleksji.

Ekstraklasa. Wisła Kraków z Kubą Błaszczykowskim wróciła do treningów

– Humanista, a przede wszystkim naukowiec. Muszę zapytać o to, czy poszukiwanie nowych inwestorów jest dla ciebie sytuacją zerojedynkową, czy jednak musisz wziąć poprawkę na to, że niczego w tym wymiarze nie można być pewnym?
– Ostatnie lata spędziłem w branży IT i z wykształcenia jestem inżynierem programistą, ale tak się złożyło, że również socjologiem. Z mojej perspektywy trzeba przedsięwziąć takie działania, które pozwolą Wiśle występować w Ekstraklasie na zrównoważonym poziomie.

– Co dalej?
– Potrzebny jest poważny inwestor z silną kadrą menedżerską. Moim zdaniem musi to być osoba, organizacja, który/która ma przemyślany plan na dwa lub trzy lata, a także firmuje swój plan biznesowy historycznymi projektami, legitymizuje się nimi oraz odznacza powagą biznesową. Myślę, że takich osób/organizacji jest mnóstwo, tylko trzeba do nich dotrzeć.

– Poruszyłeś środowiska sportowe, wrzuciłeś temat w morze przedsiębiorców jak przynętę, byłeś inicjatorem dużych akcji społecznych mających na celu pomóc Wiśle. Czy jest coś, czego nie byłbyś w stanie zrobić?
– Mam jeszcze w planach dwie, może trzy rzeczy, o których usłyszycie.

– Jakim cudem masz na to czas? Chociaż nie powinienem używać słowa cud, bo traci swój wydźwięk. Od lotniska do lotniska, od spotkania do spotkania. Do tego studia telewizyjne, działania biznesowe i życie prywatne...
– Teraz w samochodzie, niebawem we Francji, później w Davos. Będzie ciężko.

– Czas dla ciebie jest z gumy, czy masz jakiś magiczny sposób na wydłużenie doby? Recepta doktorze!
– Przyzwyczaiłem organizm do takiego trybu życia jeszcze na studiach i tak mi zostało. Dobrze się z tym czuję!

– Witam w takim razie w klubie tych, którym dwie, trzy czy maksymalnie cztery godziny wystarczą do regeneracji. Równie szybko zawracasz kijem Wisłę, ale powiedz wprost – czy jest już konkretny inwestor, który byłby niebawem w stanie wziąć klub?
– Nie ma teraz takiej osoby/firmy/funduszu, która ma jasno sprecyzowany plan. Jest jednak kilku inwestorów, którzy nie budzą naszych zastrzeżeń, ale powoli analizujemy oferty. Inwestorem nie może być firma/organizacja lub fundusz, które nie mają historii. Wszystko musi się odbywać w sposób transparentny. Wiadomo, że każda spółka mająca bogatą historię musi mieć momenty wzlotów i upadków. To buduje tożsamość, ale trzeba taką historię mieć.

– Trzeba jak najszybciej odzyskać licencję, którą raz Wiśle dają, później odbierają. Ciężko nie odnieść wrażenia, że decyzje Komisji Licencyjnej to mały kabaret, choć z drugiej strony ciężko się dziwić...
– Licencja jest priorytetem. Kolejnym jest organizacja, która musi być stabilna finansowo, a jej działalność musi być przejrzysta. Komisja Licencyjna i Zbigniew Boniek dali nam kredyt zaufania, który wykorzystamy.

– Wymagania wysokie, ale cele jeszcze wyższe...
– Dodam, że poszukiwany inwestor musi też mieć duże zdolności menedżerskie, posiadać "track record" (historia osiągnięć i porażek) i wysoką kulturę biznesową. Musi to być ktoś, kto będzie w stanie dofinansować klub, mając świadomość wyzwań budżetowych.

– Wysoki próg...
– Nam nie zależy na tym, żeby klub oddać szybko i byle komu. Kompletnie nie o taką zabawę nam chodzi. Walczymy o to, żeby "nasze" dziecko było szczęśliwe, tego chcemy dla Wisły Kraków.

Wisła Kraków zmniejszy dług? Wspracie przekaże Jakub Błaszczykowski

– Kiedy nastąpi rozwiązanie? Każdy by chciał, żeby to miało miejsce jak najszybciej.
– Chciałbym, żeby finał miał miejsce w najbliższych tygodniach. Mam nadzieję, że to się uda, że znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie sfinansować najbliższą rundę z perspektywą na kilka lat.

– Nie wiem, czy o tym słyszałeś, lecz jeśli pewne procesy się wydłużą, to doczekamy nie tylko derbów Krakowa, ale także pojedynku Królewski versus prof. Filipiak!
– Powiedzmy wprost, do pana profesora jeszcze mi bardzo daleko. Ma inne spojrzenie na życie, na biznes, matematykę, informatykę i nowe technologie. Pozostanę na razie w cieniu.

– Chcesz być biznesmenem średnim, a nie odnajdywać swoje nazwisko na listach najbogatszych Polaków i na pierwszych stronach gazet, a jednak działając w taki sposób osiągasz cel odwrotny od zamierzonego. Fenomen branży IT, zjawisko w mediach społecznościowych. Wszędzie ten Królewski!
– To jest wyzwanie. Ktoś mi kiedyś powiedział, że chowanie się jest pewnego rodzaju egoizmem. Myślę, że dla mojego świata, czyli branży technologicznej dobre jest to, że można pokazać w Polsce przedsiębiorców, który działają z całym szacunkiem inaczej niż na zasadzie tanio kupić – drożej sprzedać, że istnieją tacy, którzy starają się być kreatywni, którzy są w stanie krok po kroku budować markę. Z sukcesami oczywiście.

– A liczyłeś na to, że zrobi się głośno o Synerise także poza branżą IT, gdzie Królewskiego zna każdy?
– Działania takie jak moje są różnie odbierane, choć tych, którzy mnie znają, kompletnie nie dziwią. Z punktu widzenia mojej firmy osiągnęliśmy na polskim rynku wszystko, co chcieliśmy. Mamy wspaniałych partnerów, klientów, którzy są dla nas wyzwaniem. Mamy spotkania biznesowe i badawcze z największymi organizacjami na świecie. Nie chcę, żeby to zabrzmiało nieskromnie, ale to czy pojawię się na pierwszych stronach gazet nie będzie miało wpływu na nasze działania.

– Nie każdy zapewne był zadowolony z tego, czego się podjąłeś.
– Liczyłem się z tym, szczególnie jeśli w grę wchodzą działania prokuratury. Jeśli do tego doliczymy to, że mowa o polskiej piłce nożnej, to lądujemy na śliskim gruncie. Dla mnie jest to kolejne wyzwanie. Dla mnie motywacją do działania są m.in. setki, naprawdę setki wiadomości, które dostaje na LinkedIn czy innych platformach od naprawdę prominentnych składających gratulacje i cieszących się z podjętych inicjatyw.

– "Jarek jest showmanem, freakiem, jest kolorowy i wszyscy go kochają." – Bogusław Leśnodorski. Można odnieść jednak wrażenie, że lubisz być w centrum uwagi, kradniesz show, chcesz, żeby wokół ciebie dużo się działo...
– Można to tak postrzegać, ale i ja jestem świadom, że można to odebrać jako coś negatywnego. Może ktoś to określić jako instrumentalne budowanie marki. Powiem wprost, bardzo mnie to bawi. Gdybyś porozmawiał z moją żoną, to byś usłyszał opowieści jak to jeszcze kilka lat temu musiała mnie umówić chociażby do fryzjera. Wynikało to z mojej nieśmiałości i niechęci do publicznych wypowiedzi.

– Miałeś kolejne wyzwanie przed sobą...
– Ci, którzy mnie znają wiedzą, jak wielkim problemem było dla mnie to, aby przełamać się w życiu publicznym. To jedna z tych rzeczy, nad którymi pracowałem bardzo ciężko, aby osiągnąć obecny rezultat. Niczego nie gram, nie przygotowuję sobie scenariusza jak, chociażby przed ostatnim programem "Stan Futbolu". Na koniec dnia otrzymujemy efekty naszej pracy.

Okiem redakcji: sytuacja w Wiśle Kraków

– Oglądałeś powtórkę programu?
– Nigdy nie oglądam programów ze sobą. Jestem pełen samokrytyki, nigdy nie jestem zadowolony. Mam dość dobry self–readiness. Jak to wyszło?!

– Czterech osłupiałych mężczyzn, którzy po raz pierwszy w życiu słuchali wykładu z fizyki kwantowej błagających o jakiś transkrypt na język polski zza kulis.
– Musisz mi uwierzyć, że naprawdę staram się mówić tak prosto, jak to tylko możliwe. Normalnie jest jeszcze gorzej, możesz popytać. Chcę dobierać możliwie jak najprostsze słowa, ale nie wychodzi mi to najlepiej.

– Za miesiąc zostanie wydana twoja książka – "Algokracja". Szczerze mówiąc, czuję się jakbym próbował porozumieć się z kosmitą. Byłbyś w stanie odmówić, gdyby ktoś ci zaproponował kolejne zadanie do wciśnięcia w twój grafik?
– Na pewno nie poszedłbym na kurs tańca. Jest to chyba jedyna rzecz, jakiej życiu nie ogarnę. Obecnie chcę zamknąć wszystkie zobowiązania w Wiśle. To priorytet.

– Szczerze mówiąc, jeśli taki drewniany ludzik jak ja nauczył się być więcej niż kłodą na parkiecie po kursach przedślubnych, to tobie tym bardziej powinno się udać!
– Sam chodziłem przed ślubem, ale mam poważne wątpliwości czy to pomogło.

– Taniec z Wisłą przychodzi dużo łatwiej. Dopuszczasz do siebie myśl, że w momencie, kiedy klub wyjdzie na prostą, a twój udział nie będzie już potrzebny i się wycofasz, to utracisz jakąkolwiek możliwość decyzyjną, gdy los się ponownie zakpi?
– Wszystko to, co teraz robimy ma na celu doprowadzić do tego, aby nikt więcej nie musiał takich działań ratunkowych podejmować – przynajmniej w najbliższej przyszłości.

– A tak po ludzku, nie będzie szkoda opuścić okrętu, którzy kosztował tak dużo sił, środków finansowych, czasu?
– Dobre pytanie, na które ciężko odpowiedzieć. Obecnie dzieje się coś naprawdę fajnego i mam to szczęście, że biorę w tym udział. Prostym przykładem jest Twitter, gdzie od momentu podjęcia komunikacji i działań miałem wiele świetnych rozmów, a do tej pory używałem go dosyć rzadko. Nawiązałem wiele fantastycznych kontaktów z kibicami. W pewnym momencie trzeba będzie zjechać na boczny tor, ale myślę, że jest taki etap, na którym trzeba iść konsekwentnie dalej obraną ścieżką.

Jaka jest twoja droga?
– To kolejne wyzwania, kolejne działania biznesowe, spotkania, rozmowy, rodzina...

– Może któraś droga poprowadzi na trybunę im. Jarosława Królewskiego...
– Uważam, że nie ma takiej potrzeby. Nie uważam, że wynoszenie tego, co robię jest potrzebne. Chciałbym aby piłkarze wykonywali swoją pracę z pasją, a klub osiągał sukcesy. To będzie najlepszy dla mnie wynik podjętej pracy. Mogę porównać to do moich studentów, którzy kończą moje studia, a którzy następnie osiągają ogromne sukcesy zawodowe i rodzinne. Wtedy to wszystko ma sens.

– Czyli można się pokusić o stwierdzenie, że Wisła Kraków jest dla ciebie nie wyzwaniem, a studentem, któremu trzeba pokazać właściwą ścieżkę.
– Czasami tak jest. Z psychologicznego punktu widzenia jest tak, że cieszę się z tego, że mam szczęście uczestniczyć w takim projekcie, w którym mogę wykorzystać doświadczenie i przełożyć na czyny umiejętności.

Andrzej Iwan: imponuje mi Jakub Błaszczykowski

– Jesteście dla Wisły jak katharsis. Zmywacie brud ostatnich kilku lat. Przeprowadzacie rewolucję po kuriozalnych wydarzeniach z ostatnich dwóch miesięcy, których wizytówką był tercet egzotyczny.
– Myślę, że jest to pewnego rodzaju splot fajnych wydarzeń i połączenia ścieżek kilku osób. Kolejne etapy to dobra inżynieria. Wszystko jest krok po kroku przemyślane, łącznie z moją pożyczką dla klubu.

– Pożyczka, która była jak podłączenie pacjenta do kroplówki. Jak długo trwało namówienie Kuby Błaszczykowskiego, z którym znacie się już parę ładnych lat...
– To był mój pomysł, dosyć szybko zrealizowany za pomocą kilku wiadomości na jednym z komunikatorów. Miałem świadomość tego, że nie mogę zrobić tego sam. Kiedy Kuba dał zielone światło zdecydowałem, że potrzebujemy kogoś jeszcze, aby wcielić plan w życie. Taką osobą okazał się Tomasz Jażdżyński.

– Trzech muszkieterów!
– Potrzebowaliśmy menedżera z bogatym doświadczeniem, a co najważniejsze zaufanej osoby.

– Nie potrzebujesz wiele czasu, aby przekonać kogoś do swojego planu.
– Swoje plany kieruje do tych, którzy nie tylko są moimi partnerami, ale także przyjaciółmi o podobnym światopoglądzie. Tak było chociażby w przypadku uruchomienia programu AI Schools & Academy. Chcemy, aby było ich 1500 w 2019 roku. Oczywiście dużo łatwiej byłoby odpalić projekt w placówkach w Krakowie lub Warszawie. Na przekór wszystkiemu, uparłem się i poprosiłem, aby w grudniu część tych osób przyjechała do mojej wioski i tam zainaugurowała program. Stawili się co do jednego, pomimo jednego z najbardziej zabieganych okresów w roku. Chciałem pokazać, że dzięki woli i chęci zmian pewnych przyzwyczajeń jesteśmy w stanie zrobić coś wszędzie, nawet w malutkich miejscowościach, niezależnie od geografii, to jest piękne w dzisiejszym świecie. Na koniec dnia czerpię radość z efektów swojej pracy.

– Nie ukrywasz przywiązania do regionu. Jesteś dumnym Łemkiem. Na stronie klubowej Glinika Gorlice figurujesz wśród podmiotów wspierających pod nazwiskiem łemkowskim, pisanym cyrylicą – Jarosław Kroliwski. Skąd się bierze twoje przywiązanie, a co najważniejsze – działalność społeczna?
– Chcę stworzyć równe szanse każdemu. Skoro mam takie możliwości, to czemu miałbym tego nie zrobić? Nie chcę być bierny. Każdy zasługuje na szansę robienia w życiu ciekawych rzeczy, eliminacje rutyny. Trzeba tylko otrzymać odpowiednie narzędzia, które chcę dawać.

– Dajesz ogromną szansę, nie oczekując niczego w zamian. Postawa godna pochwały.
– Pamiętam dzieciństwo, czasy rodziców, pracy na polu i innych tego typu zajęć. Oczywiście był to dla mnie świetny okres, ale chcę pokazać, ile można osiągnąć poprzez ciężką pracę. Naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych.

– Masz swój "american dream" w Polsce I to w stosunkowo młodym wieku. Być może będziesz naszym Elonem Muskiem...
– Po pierwsze mam ogromne szczęście do ludzi. Przede wszystkim pracuje na co dzień ze świetnymi przyjaciółmi, trafiam na cudownych partnerów, do tego mam wspaniałą żonę, która mnie rozumie. Nie mam pracowników – mam tylko współpracowników. To jest podstawa, aby się rozwijać, mieć wokół siebie takich, którzy wesprą cię w każdej sytuacji. Chcę stać się członkiem globalnej ligi w hi–tech i to jest też coś, co mnie na koniec dnia nakręca. Staram się i chcę walczyć o swoje, nawet w sytuacjach, wydawałoby się bez wyjścia.

Jarosław Królewski odnowi Wisłę Kraków? "To bardziej misja społeczna"

– Też na zakończenie. Nie wiem czy czytałeś książkę "On, Strejlau" Jerzego Chromika. Andrzej Strejlau stwierdza, że suma szczęścia zawsze równa się zero. Mówimy o sukcesach i bogatej działalności związanej z Wisłą, działalnością regionalną i biznesową. Czy liczysz się z tym, że kiedyś coś na dużą skalę może okazać się niewypałem?
– Oczywiście, że tak. Ryzyko jest codziennością. Z tym się wiąże każdy dzień mojej pracy. Każda sekunda może spowodować to, że szybko upadniesz.

– Za nowymi technologiami trzeba nadążyć, inaczej można zostać daleko w tyle...
– Trzeba za nimi gonić. Wszystko zmienia się w zawrotnym tempie, nie ma miejsca na błędy. Należy wiedzieć jedno, jeśli opiera się swoje życie w jakimś aspekcie na motoryce, jeśli chce się w życiu coś więcej, to "recovery"(odzyskanie sił), zbudowanie czegoś na nowo, jest tylko i wyłącznie kwestią czasu.

– Czy gdzieś w rachunku zakładałeś, że wszystko to, co przedsięwziąłeś w celu ratowania Wisły może pójść na marne? Nie wspominając już o ogromnym wkładzie własnym, tym finansowym...
– Zdecydowanie się z tym liczyłem i liczę. Wiele osób odradzało mi wchodzenia w to środowisko, które nie ukrywajmy, nadal jest trochę toksyczne.

– Bardziej szkodliwe niż myślimy.
– Abstrahując od tego, jak łatwo można kogoś zdyskredytować, pomówić i zniszczyć to czułem, że muszę to zrobić. Było to kolejne wyzwanie. Nie zakładałem innego scenariusza jak zaangażowanie się na krótko, ale efektywnie i efektownie.

– Szara strefa próbowała ci wybić ten plan z głowy?
– Szczerze mówiąc, sporadycznie, na początku coś się pojawiało, ale nic poważnego. Cieszę się jednak, że nasze działania i wcześniejsze prasy powodują to, że obecnie na Wisłę patrzą wszyscy. Sport łączy, uczy rywalizacji i tak to powinno wyglądać. Nie ma miejsca na żadne szemrane działania i nie można stosować milczącego przyzwolenia.

– Na koniec dnia pozostaje mi życzyć dobrej nocy.
– Na koniec dnia dam ci zadanie domowe, poszukaj sobie później narzędzia w Internecie, a powinny być takie dostępne, które pozwolą ci przekonwertować plik z naszego nagrania na plik tekstowy. To jest właśnie sztuczna inteligencja – speech to text. Eliminacja nudy i zbędnych działań.

– Sięgam po długopis i notuję...

Rozmawiał Paweł Klama

najpopularniejsze

Ojciec Emiliano Sali: mam nadzieję, że znajdą go jak najszybciej

Short track, PŚ w Dreźnie. Natalia Maliszewska trzecia w finale na 500 metrów

"Niesprzedana jedenastka": Lech Poznań (odc. 7)

Magazyn piłkarski "4-4-2" (04.02.2019) – Wilkowicz, Żelazny, Engel

"Złowione w sieci". Wielka walka Polaka i powrót Mostowiaka